wtorek, 30 października 2007

die fantastishe kolshrank

mamooo! ja nie chce wcale być dorosła! tzn fajnie być dorosłym, ale tak na chwileczke tylko, a pozniej znowu mieć 17 lat. stara dupa ze mnie i tyle. w każdym razie, właśnie delektuje sie ostatnim tygodniem nicnierobienia. tak nie do konca sie delektuje może, bo oczywiście nie można mieć za dobrze i jestem troche chora, ale jutro przyjezdzaja do nas znajomi z okazji swieta tych co juz nie zyja i haloween itd wiec pewnie wyleczę się jakimiś mocnymi trunkami. jakby nie bylo wodka jest na wsztsko dobra. no coz.. ostatnio nie pisalismy zbyt wiele bo gutek napasal jak byla jego kolej, a ja bylam tydzien na wygnaniu we wroclawiu wiec wyszlo jak wyszlo. we wroclawiu fajnie, posiedzialam troszke z rodzinka (bardzo troszke bo do nich jeszczze nie dotarlo, ze jak ja przyjedzam to jest swieto i mnie olewaja- ale jeszcze za mna zatesknia!) wypilam pare herbatek i kaw ze znajomymi, troszke sie pobawilam i odbylam zjazd eswupeesowy. wrocilam no i jestem. poza tym nic wybitnie ciekawego, jakos wszystko w krakowie spowite jest jesienna mgla wprawiajaca wszystkich w nastroj raczej rozlazly. nawet nasze szalone wspollokatorki nie sa juz takie szalone. niemowa dalej nie mowi, a natalia nie budzi nas nawet rano swoim niezwykle donosnym i rubasznym smiechem (moze ma depresje, nie wiem... pewnie ma) z powodu mojej choroby porzadnie faszerujemy sie czosnkiem i mocno smierdolimy. wczoraj zupa czosnkowa, dzis wszytko z czosnkiem w kazdej mozliwej formie. czosnek czosnek czosnek.... wampirow zatem nie musimy sie obawiac



aaaa no i gutek osiolek nie napisal nic o tym, ze pomalowalismy lodowke!!!! nie wiem jak mogl zapomniec... minsk rzadzi! zawsze chcialam miec lodowke w kropki (zaluje tylko ze nie sa rozowe) die fantastishe kolshrank!

środa, 24 października 2007

i byl sobie weekend we wroclawiu


z racji tego, ze posty do tego bloga piszemy naprzemian (czy moze "na przemian", jak boga kocham nie wiem) a ostatnio byla kolej hilde, zatem ja wygeneruje teraz jakies nowe relacje z ostatnich wydarzen. Ergo (zawsze chcialem uzyc tego slowa w jakims tekscie) w piatek pojechalismy do wroclawia. milo jest tam wracac bo od razu laczy sie to z alkoholowa libacja, a ktoz z nas nie lubi alkoholowych libacji? pogoda byla do dupy wiec posiedzielismy troche w domu z rodzinkami, a nastepnie mielismy calkiem udany wieczor ze znajomymi w bezsennosci. zanim jednak tam dotarlismy pilismy w klube "brama" na rzezniczej i spotkalismy tam 4 popapranych portugalczykow, nie mam juz pojecia jak mieli na imie bo bylo ich 4, a do tego portugalskie imiona wcale nie sa takie latwe do zapamietania, wazne jednak ze byli calkiem zabawni i pilismy razem z gwinta polskie wodki roznej masci. z bramy wygonil nas ostrzal z jajek niezadowolonych sasiadow, ktorzy dosc juz mieli darcia mordy pod ich oknami. zaczeli wiec rzucac nas czym popadnie, do chwili kiedy nie postanowilismy sobie pojsc. w niedzielke mloda byla bardzo skacowana wiec przez pol dnia zbieralismy sily zeby nawiazac ze soba dialog, ok 16 dalismy rade, pozniej na czil alcie ogladalismy poczynania polskiej demokracji u mnie w domu, saczac drinki z cala moja rodzinka - z racji wynikow wyborow musze przyznac ze ten wieczor takze zaliczam do udanych. w poniedzialek ja-gunther powrocilem do Krack'u, a magda pozostala i uzywa zycia na dolnym slasku. tesknie za nia troszke, bo nie ma co robic, pogoda slabizna i obejrzalem juz wszystkie filmy, enough!

czwartek, 18 października 2007

huta huta huta z buta


dzis dla odmiany dzien byl prawdziwie jesienny i brzydki. i stwierdzilismy, ze kupowatosc tego dnia pasuje do do miejsca zwanego nowa huta. wpakowalismy sie w wehikul czasu i wyladowalismy na placu centralnym. nie mozna okreslic go ladnym, faktycznie nowa huta to krzywda krakowa. przespacerowalismy sie aleja roz (juz bardziej adekwatnej nazwy dla tego miejsca nie mozna bylo wymyslic) tam natknelismy sie na trzy niezwykle lokale gastronomicze sasiadujace ze soba wesolo. 1) koktajl bar z kolorowymi galaretkami na wystawie za szkalna gablota

2) bar mleczny spolem - najbardziej chamski przejaw komuny jaki kiedykolwiek widzielismy (jedna z pozycji wykwintnego menu to :"woda czysta- 200ml" za 40gr)
3)restauracja stylowa - nie byla stylowa, jest to tak samo adekwatna nazwa jak aleja roz na ktorej sie znajduje
- te 3 magiczne miejsca mialy ze soba cos wspolnego - wasate panie ze spocona pacha, zakapiory w kaszkiecikach pijacy herbate w prostych szkalnkach z cienkiego szkla i nie za ciekawy smrodek.
Nastepnie aleja solidarnosci (niegdys lenina) udalismy sie ku hucie sendzimira (niegdys lenina) ale tam poza huta, do ktorej nie mozna wejsc nie bylo nic ciekawego


dobra dokonczymy pozniej bo mamy goscia

środa, 17 października 2007


po wczorajszej mini domowce obudzilismy sie z letkim kacem, niektore z naszych wspollokatorek calkiem niezle sie rozerwaly- polalo sie wino, byly salatki domowej roboty, grzyby marynowane i bialy ser wedzony - przysmaki prosto z Łańcuta! (podkarpacie rulez). Dzisiaj po poznym przebudzeniu, oddaniu moczu do probowki i kalu do pojemniczka z usmiechem na ustach udalem sie do sanepidu na kontrole nr 2! pozniej zas poszlismy z hilde- moja towarzyszka na dluuuugi spacerek po qraqowie. idac wzdluz wisly, poprzez krowodrze na stadion cracovii (huje) az na blonie gdzie papiez rapowal przed duza widownia jak jeszcze byl na chodzie, pozniej przez rynek do chaty! ze 2,5 godziny maszerowalismy! (choc mloda zarzeka sie ze dluzej) , porobilismy kupe fot i zaraz jedziemy na komunistyczna wycieczke po HUCIE wraz nasza kolezanka Paulina, pragniemy wtopic sie w otoczenie przyodziewajac dresy - tradycyjne stroje ludowe rdzennych mieszkancow tej pokręconej okolicy, dobra enough!

dupa, brokul brokul hehehe dzis jest dzien wtorkowo srodowy. wtorkowy juz byl. uplynal pod znakiem próby. gutek oddal ja do sanepidu a przyjela ja pani od kalu (kosztuje to jedyne 50zl za to ze zrobisz kupe do pojeminczka 3 razy, od kiedy to placi sie za kal 50zl?!) zmienila nam sie wspollokatorka. jest studentka 5 roku polonistyki. nie musze chyba wiecej nic tlumaczyc (dla nie kumatych: dlugi szary sweter i wiesniacka spodnica za kostki, gorzej niz zakonnica) nawet ladna nie jest. nawet nie jest mila ani nic fajnego w niej nie jest, nawet nie znosi jajek wiec juz totalna porazka. i wyglada jak próba i jakby ciela sobie zyly itd. w kazdym razie jest juz sroda i pijemy wino z naszymi innymi fajnymi wspolmieszkankammi i jest spoko, jestsmy szalone i krejzi. a..jestesmy szaleni bo jeszcze jest gutek.

poniedziałek, 15 października 2007





haha! dzis z braku atrakcji postanowilismy zdobyc swiat (jak codzien) i odkryc wiecej krakowa niz do tej pory odkrylismy, zatem przeszlismy przez grodzka, florianska i inne mega ukryte zakamarki tegoz miasta, do ktorych dotarli tylko wytrawni turysci i nawet smok wawelski nie postawil tam stopy. nastepnie poprzez super niedostepny dla turystow podrzedny zamek krolewski polozony na wzgorzu wawel dotarlismy do smoka, ktory nie zional ogniem gdyz nie wyslalismy do niego sms-a. co tu duzo dopisywac, bawimy sie tym mega wypas blogiem bo to nasz pierwszy post i kombinujemy jakby tu tekstu dodac zeby same zdjecia lyse nie
byly