sobota, 28 marca 2009

welcome to bogatynia

wprawdzie na ekspresowy wyjazd biznesowy do wschodnich niemiec zabralem sie juz dawno ale dopiero teraz przypomnialem sobie o zdjeciach, ktore zrobiłem bedac w trasie za zgozelcem. zawsze jarałem sie architektura industrialna ale to co zastalo mnie w bogatyni przerosło troche moje wyobrażenie o elektrowniach. elektrownia turów jest większa od wszystkiego co do tej pory widziałem. znajduje sie w dolinie i wyglada poteżnie. z kominów bucha tyle dymu, ze nawet w słoneczny dzień tam musi być pełne zachmurzenie. nie wiem ile potrzeba było gruszek z betonem, żeby wymurować jeden taki komin ale na pewno wiecej niz 3. z reszta zdjecia mowia same za siebie:





Zeby tego było mało to w niedalekiej odległości od elektrowni znajduje się odkrywkowa kopalnia wegla brunatnego. dziura w ziemi zaczela byc kopana od 1904. w tej chwili ma powirzchnie 2400ha i jest tak gleboka, ze prawie widac w niej chiny. zadne zdjecie nie bedzie w stanie oddac jej ogromu wiec nie pozostaje nic tylo tam pojechac i zapalic jointa.

niepełnosprawna kuna

ha! jestem po operacji! wyszło zajebiscie. jestem caly, nic mnie nie boli i choc reke mam w stabilizatorze to skacze ze szczescia bo to wielka chwila dla mnie.

pojechalismy do bielska białej z młoda bo tam jest taki kozak od naprawiania barków. dostałem elegancka pizamke i poszedlem na operejszen. najpierw mnie uspili a po 2h zostalem przebudzony z nowa łapa. przez pierwsze pare godzin nie miałem czucia w calej rece, co nie jest spoko opcja ale pozniej juz bylo tylko lepiej.

co jest najlepsze w operacji?? głupi jaś!!!!!!! jakby tylko mogli sprzedawać to w sklepach to kupiłbym wszystko co maja na stanie. po 2 sekundach od podania leku jest taka polewka, ze widok poreczy od krzesła moze przyprawic cie o nieopanowany napad smiechu (a porecz od krzesla wcale taka zabawna znowu nie jest).

od wczoraj jestem juz we wroclawiu. pogoda jest o niebo lepsza od poprzednich dni. poszlismy sobie wczoraj na spacer po dałntałnie i zjedliśmy zasłużona pizze, która była wielkości dojrzałego kucyka. dzis sie luzuje, mam L4 przez 6 tygodni wiec jest to piekny moment zeby znalezc sobie nowa prace. a łapa wroci do pełnego zdrowia za jakiś rok. wtedy właśnie weźmiemy z młodą udział w tym:

wtorek, 24 marca 2009

mamuszka! miedwiediew i marmieladow prijechali

To po prostu nie do wiary co się dzieje za oknem. Aura jest podla, niebawem się zastrzelę. Właśnie opierdalam się w pracy bo ona mnie też dobija i po cichu czuje, że najwyższy czas zbierać dupę w troki i zawijać gdzieś indziej, oby jak najdalej od różanki, która od września 2008 stała się najbardziej przeze mnie znienawidzoną okolicą mego miasta. Jak będę dyktatorem to oficjalnie nakażę aby ją zburzyć bo jak boga kocham nie ma tu nic fajnego, tylko bloki i biedronka. O wydarzeniach ostatniego tygodnia pisała młoda wiec nie będę się tu rozpisywał. Jedyne co mogę uczynić to przyznać, że weekend był udany. No może wódka Bols, przyniesiona przez Adama na before party nie była najlepszym pomysłem, bo w niedzielę najzwyczajniej w świecie umierałem na kacu. Wódka Bols chyba powstała na Różance bo pod względem chujowości jest na tym samym poziomie co to blokowisko.

Chciałem się pochwalić, że już niebawem zakończy się era mojej niepełnosprawności, bo w czwartek wjeżdżam na operację do bielska białej, gdzie miły pan doktor uczyni z mego kruchego barku pancerną (nie mylić z pancernikiem) oręż do walki ze złem świata. Uzbroi me ramie w tytany i inne metale szlachetne. Będę miał witę jak ten czarny koleżka z mortal kombat (po chorwacku mortal kombat zwany jest „smartonostna bitka” – fo real) i w końcu będę mógł wrócić do sportu i innych klawych activities. Przypłacam to jednak wyjazdem do livigno, do którego nie dane mi będzie pojechać i nie ukrywam, że trochę mi smutno.

A no i jeszcze jedno. Wyprowadzam się z powrotem na Żerniki bo wiejskie życie w porze wiosny i lata jest śliczne i sielankowe. Grillowanko, śniadania w ogrodzie, spacer po polu i zapach obornika delikatnie unoszący się w powietrzu. Tak właśnie będzie w najbliższych miesiącach. Słońce i czil ałt. Poki co jest grado-deszcz-tornado-bośnia na dworze a mnie czeka 6 tygodni w gipsie. Zatem nie mogę doczekać się maja i czerwca. Poki co idę się zabić.

niedziela, 22 marca 2009

Impreza na dywanie.

Kurcze! Gutek w ogóle nie dba o tego bloga. Dobrze, że ja jestem bo byśmy stracili wszystkich czytelników, ostatnio tylko nuda się pałęta na tym blogu i nic więcej. Thank god we have Hilde.

Prawda jednak taka jest, że jakoś nie za wiele się dzieje. Szkoła – praca – praca- szkoła. W międzyczasie jakiś teatr wpadł, jakaś impreza tudzież kino. O. Zabrzmiało troszkę jak pegaz kulturalny, więc chyba nie jest z nami tak źle. Skoro tak, to myśl rozwinę.

Teatr Współczesny, sztuka: Produkt. Całkiem spoko, poza tym, że Gunther sierota prawie życie stracił, bo poszedł do teatru z gorączką 39 stopni więc zamiast się skupiać na sztuce to ja się stresowałam czy mi przypadkiem zaraz nie zejdzie a on na tym, żeby mi przypadkiem zaraz nie zejść. Udało się bez śmierci. To, co nastąpiło potem uważam za swój wielki sukces, gdyż czosnkiem i rosołem wybawiłam kunę z ramion anginy ropnej (okropnej) w jeden dzień. Specjalnie po to, aby umożliwić mu udział w kolejnym wydarzeniu kulturalnym.

Hungry Hungry models w Mekce. Wcześniej wino w aucie. Bardzo fajna impreza. Świętowaliśmy urodziny Piwosza, które są dopiero w maju, ale Adam się uparł więc niech mu będzie. Slam dunki dały radę, na małej sali eksperymenty squeeeeeeekowe, było spoko. Gwiazdy wieczoru popisały się natomiast jedynie połowicznie. Najpierw było super, a potem się letko zesrało więc poszliśmy do domu. Dobrze jest się czasem napić.

Wczoraj natomiast nawiedził nas Mentalkotek. Impreza w Salvadorze, jednym z mniejszych klubów we Wrocławiu. Ludzi było tak dużo, że brakowało tlenu. Nie brakowało za to dobrej zabawy. Hilde dawno się tak nie wykicała. Cała mokra. Z resztą nie tylko Hilde, bo wszystkim płynął pot po tyłku. Były natomiast 2 niemiłe akcenty tego wieczoru o których nie omieszkam wspomnieć, nic nie może być idealne. Po pierwsze mój chłopak będąc w ubiegłym tygodniu w Wadowicach na pielgrzymce (bo on kocha papieża i chciał pokontemplować sobie, pokolenie JP2) obiecał mi, że nabędzie papieską kremówkę. Nie dostałam jej. Nic nie warte są jego obietnice. Ostrzegam. Nabył za to zasraną harmonijkę, której nie zapomniał wczoraj zabrać ze sobą. Miał w planie przygrywać na niej Mentalcutowi, czego nie zrobił, zagrał natomiast mi na nerwach, gdyż nic nie wyprowadza mnie tak z równowagi jak dźwięk obsranej, fałszującej harmonijki(bo oczywiście grać on nie umi). Grrrrrrr.....


Drugi niemiły akcent: nikt nie wie dlaczego wróciliśmy do domu tak wcześnie. Zdążyliśmy się o to pokłócić już w taksówce. Gutek mówi, że to moja wina, ja jednak twierdzę, że nie ma racji, bo to on chciał iść, nie ja. Do teraz nie doszliśmy do consesusu.

Kino jeszcze. Zapomniałabym była o 2 pozycjach filmowych. Slumdog. Jednym się podoba innym nie. Mi nie – jemu tak. Znowu consensusu brak.

Ciekawy przypadek Benjamina Buttona. Jedni umierają ze śmiechu na widok pigmeja inni nie koniecznie. Anna umiera – my niekoniecznie. Ale film odjazdowy. Polecamy. Mimo, że trwa 3 godziny to się człowiek w ogóle nie nudzi. No i Kate Blanchet. Uwielbiam.

Wczoraj był 21 marca. Kalendarzowy koniec zimy. Mam nadzieje że okres zarzyganego przedwiośnia szybko się skończy bo mam już dosyć deszczu, deszczośniegu, zimnego wiatru i błota. Pragnę przynajmniej 15 stopni ciepła i dużo słońca. Me blade lico przybiera bowiem kolor trupa.

piątek, 6 marca 2009

gunther comes from the gutter - east poland and don't stutter

haha! mamy weekend, a weekend zawsze byl niezla opcja. tydzien choc obfitowal w monotonie to byl do przejscia. pogoda napawa niezlym optymizmem, jakies kino sie nawet wydarzylo wczoraj a do tego remont renomy dobiega konca co juz w ogole jest zajebistym patentem. no bo co może bardziej czlowieka naładować dawka mistrzowskiej energii niż spojrzenie na kawał dobrego niemiecko-żydowskiego modernizmu. mowie poważnie. kocham te budowle, kocham nowa dobudowke i za każdym razem jak przejezdzam kolo renomy to nie moge sie nadziwic jak cudowny jest ten gmach, no i jeszcze ten zajebisty klinkier....

no dobra za duzo tego klinkieru. aaa! w kinie bylismy na slumdogu. mi sie podobal, mlodej nie bardzo i mowi ze przesłodzony. ja jej nie slucham i wiem, ze to kawal dobrej indyjskiej baśni. dzieciaki graly wspaniale. zdjecia rewelacja. dobrze rozbudowana historia, z dobrym pomyslem.

aaaa. no i musze przeciez wyrazic swoje totalne oburzenie skandalicznej sytuacji, która zdarza mi sie prawie co dzien, kiedy zaraz przed praca odwiedzam sklep z parowkami, zeby kupic parowke oczywiscie! problemem sa jak zwykle starzy ludzie!! kto mi powie czemu oni zawsze musza isc do sklepu wtedy co ja!!! i to jeszcze do tego samego sklepu co ja! i czemu zawsze cała reprezentacja starców z różanki (a to obszerna reprezentacja) musi stac w kolejce o 7.50 rano!!!! w tej samej kolejce ja! a oni zawsze przede mna. kupują w takim tempie, ze stojac tam obawiam sie o to ze tez za chwile sie postarzeje tak jak oni! straszne. 5 plastrów salcesonu i 3 plastry ogonówki. no wlasnie i jeszcze jedno. czy to tylko moj wymysł, ze im jestes starszy, tym bardziej obrzydliwe jedzenie ci smakuje (patrz salceson i ogonówka) mógłbym sie jeszcze troche nad tym rozwodzic ale chyba nie ma sensu bo zdaje mi sie, ze nic na to nie poradze.

w kazdym razie, bedac wczoraj u Bucza i W w norce na sesji z alkoholem i innymi fantami chłopaki pokazali mi chyba najbardziej pojebany polski humor jaki dane mi bylo objerzec. odkyli przede mna kolesi, których nie znalem a robili oficjalne programy na polskim tv! z reszta wystarczy popatrzec na to: