jest niedziela. jest tez 9 rano. czuje sie jak w niebie. zadnych wyjazdow, zadnych pobudek o nietypowych porach. zadnej pracy. leze sobie na polkotapczanie z ikei i delektuje sie porankiem. przede mna dzis nadrabianie zaleglosci w szkole a potem troche robotek nad zaleglosciami w pracy (kurna wszedzie zaleglosci) ale jakos sie z tym uporam. w kazdym razie dzien wolny to sprawa czysto kozacka. jutro zas czeka mnie wielki dzien - biezmowanie!! bynajmniej nie dlatego ze pokochalem najswietsza panienke albo chce byc funky. czy slyszal ktos kiedys o biezmowaniu przymusowym. w mej rodzinie takowe sie zdarzaja! ide do bierzmowania bo mojej siostrze brakuje ojca chrzestnego do jej chrztu. czy mam nowa siostre??? niee. moja siostra jest wciaz ta sama popaprana dziewczynka w wieku lat osmiu. ale zblizajacy sie w jej zyciu okres komunijny spowodowal, ze moja siostra bedzie teraz chrzczona w trybie natychmiastowym i potrzebuje mnie za ojca chrzestnego. biezmowanie juz jutro w katedrze, zapraszam. czy bedzie fajnie? watpie ale co tam, przynajmniej nabede nowe imie, gunther!
no dobra, oprocz tego dobre wiesci, zima w gorach sie rozpoczela i to na dobre wiec czas na narty i deski i jabluszka i adama malysza w telewizji czesciej niz rihanna na esce. oo tu od razu musze dodac ze nasza (moja i hilde) ulubiona rihanna wydala nowego singla. jedno mam do powiedzenia. rihanna ty chuju, nie nadajesz sie nawet do kwaszenia kapusty i zawijaj sie z tym bam bam bi ram predko. no ale wracajc do gor...
sniegu opor, oczywiscie po czeskiej stronie, i bardzo dobrze. uwazam ze sniegu powinien miec wiecej ten kraj, co wiecej na niego zasluguje. nasze polskie orczyki, montowane za czasów bitwy pod raclawicami, gdzie zwykli wyjezdzac malorolni chlopi na rehabilitacje po urazach nerek, doznanych od ruskich bagnetow juz dawno nie daja rady. a do tego promocyjne ceny karnetów (jedyne 70zl na czarnej gorze) sprawiaja, ze z mila chcecia bede przygladal sie jak ten caly polski syf sie wywroci. za to w czechach pieknie, drzewa uginaja sie od sniegu, trasy przygotowane. jezdzilismy z adamem w poszukiwaniu miejsca na sylwestra. w miedzyczasie wpadlismy na smazony syr (obviously) i na opor browarow, a pozniej z powrotem do polski, gdzie poszlismy jeszcze na pizze, ktora prawdopodobnie jeszcze trawie.
co oprocz tego? no nie wiem, troche rutynowo. mialem jakies urodziny w zeszlym tygodniu wiec mielismy calkiem fajna kolacje z rodzina i znajomymi przy łiski i cygaretkach. bib malo (mentalcut wracaj predko do wroclawia!) ale brniemy do przodu, juz niebawem dotknie nas swiateczny nastroj i wszyscy beda sie milowac (tak jak to bywa w "teraz albo nigdy"). coca cola bedzie sie lala na swiatecznym stole i bedziemy mogli w koncu przebijac sie przez milion ludzi w naszych ulubionych mallach. ale poki co, planuje jak uszczesliwic swiat i w koncu zamordowac rihanne.
tego bloga wyeksportowalem z gunther-und-hilde.blogspot.com i jest dość skrupulatnym opisem 4 dobrych lat mojego zycia, z reszta nie tylko mojego bo współbohaterem jest jeszcze jedna pani. to blog o dobrym związku, którego już nie ma, zajebistych znajomych, wrocławiu, podróżach, zajawach, muzyce i wielu pierdołach, które nawiedzały umysł dwójki młodych, zajebistych ludzi. miałem go już nie udostępniać ale kupe w nim dobrych wspomnień i dużego sentymentu. chyba nie warto się od tego odcinać.
niedziela, 30 listopada 2008
poniedziałek, 24 listopada 2008
Ksero cyklop, Weitsprung und schwarze leute laufen
Wiadomo, że nic nie może być normalnie. Ostatni weekend należał do bolesnych. Kac był tylko jednym z powodów odczuwanych niedogodności.
Ale od początku
Ostatni tydzień obfitował w atrakcje. Uczestniczyliśmy w konferencji, dzięki której zostaniemy rentierami w niedługim czasie. O tym jak to zrobić wykładał nam bardzo kumaty koleżka, którego z Gutherem spotkaliśmy wracając z naszych wakacji. Był on na tyle super klawym gościem, że zabrał na stopa nas - 2 mega przetyranych, brodatych nastolatków do domu z Katowic do Wrocławia. O naszych podróżach na stopa jeszcze nie pisaliśmy, bo druga część naszych wakacji nie została jeszcze uwieczniona na blogu. Z mojej winy przyznam. W każdym razie, wniosek taki z tego, że warto na stopa podróżować, bo czasem zabiorą cię jacyś spoko ludzie i później możesz się nawet od nich nauczyć jak zostać bogatym.
Przez cały tydzień odbywał się również festiwal kina niemieckiego. Gunther und Hilde jako prawdziwie pruska para udali się czym prędzej do Heliosa, gdyż hańbą byłoby przegapić ów zacne wydarzenie. W czwartek mieliśmy okazję zobaczyć Olimpiadę Leni Riefenstahl, gdzie biegali sprinty szwarze leute. Nietłumaczony komentarz w języku of course niemieckim, czyli naszym ulubionym sprawił, że było momentami bardzo zabawnie. Robi wrażenie Olimpia, polecam, ale zarazem ostrzegam, bo można od tego dostać erozji rogówki, która jest zła i jeszcze w dodatku zaraźliwa. Najpierw jej ofiarą padł Piwko, potem ja - Hilde. Piwek mnie bezczelnie zaraził. Nie będę go więcej dotykać. Erozja jest bardzo bolesna i oznacza bycie ślepym przez cały dzień i nie ruszanie okiem, gdyż powoduje to spory ból. Tak wiec zdarzyło nam się z Piwkiem być cyklopami. Ja jestem ksero cyklopem bo odgapiłam erozję. Erozja jest do dupy, oznaczała dla mnie koniec imprez na tamten tydzień. Mogę z dumą przyznać, że 90% soboty i 80% niedzieli przespałam. Czuję się zmęczona spaniem i nie śpię już więcej, bo to nudne.
Ooooooo ten moment zdecydowanie musi znaleźć swe miejsce na blogu. Właśnie w tym momencie dowiedziałam się, że moja kochana koleżanka Marta z Głośnych powiła dziecię. Jest to zdecydowanie historyczna chwila. Mała Amelka waży 3100 i przyszła na świat dziś o 12 w południe. Jestem wzruszona bardzo. Rodzicom gratuluję i pociechy z pociechy życzę. Chyba już więcej nic dzisiaj nie napiszę, gdyż lekko rozchwiałam się emocjonalnie.
Ale od początku
Ostatni tydzień obfitował w atrakcje. Uczestniczyliśmy w konferencji, dzięki której zostaniemy rentierami w niedługim czasie. O tym jak to zrobić wykładał nam bardzo kumaty koleżka, którego z Gutherem spotkaliśmy wracając z naszych wakacji. Był on na tyle super klawym gościem, że zabrał na stopa nas - 2 mega przetyranych, brodatych nastolatków do domu z Katowic do Wrocławia. O naszych podróżach na stopa jeszcze nie pisaliśmy, bo druga część naszych wakacji nie została jeszcze uwieczniona na blogu. Z mojej winy przyznam. W każdym razie, wniosek taki z tego, że warto na stopa podróżować, bo czasem zabiorą cię jacyś spoko ludzie i później możesz się nawet od nich nauczyć jak zostać bogatym. Przez cały tydzień odbywał się również festiwal kina niemieckiego. Gunther und Hilde jako prawdziwie pruska para udali się czym prędzej do Heliosa, gdyż hańbą byłoby przegapić ów zacne wydarzenie. W czwartek mieliśmy okazję zobaczyć Olimpiadę Leni Riefenstahl, gdzie biegali sprinty szwarze leute. Nietłumaczony komentarz w języku of course niemieckim, czyli naszym ulubionym sprawił, że było momentami bardzo zabawnie. Robi wrażenie Olimpia, polecam, ale zarazem ostrzegam, bo można od tego dostać erozji rogówki, która jest zła i jeszcze w dodatku zaraźliwa. Najpierw jej ofiarą padł Piwko, potem ja - Hilde. Piwek mnie bezczelnie zaraził. Nie będę go więcej dotykać. Erozja jest bardzo bolesna i oznacza bycie ślepym przez cały dzień i nie ruszanie okiem, gdyż powoduje to spory ból. Tak wiec zdarzyło nam się z Piwkiem być cyklopami. Ja jestem ksero cyklopem bo odgapiłam erozję. Erozja jest do dupy, oznaczała dla mnie koniec imprez na tamten tydzień. Mogę z dumą przyznać, że 90% soboty i 80% niedzieli przespałam. Czuję się zmęczona spaniem i nie śpię już więcej, bo to nudne.
Ooooooo ten moment zdecydowanie musi znaleźć swe miejsce na blogu. Właśnie w tym momencie dowiedziałam się, że moja kochana koleżanka Marta z Głośnych powiła dziecię. Jest to zdecydowanie historyczna chwila. Mała Amelka waży 3100 i przyszła na świat dziś o 12 w południe. Jestem wzruszona bardzo. Rodzicom gratuluję i pociechy z pociechy życzę. Chyba już więcej nic dzisiaj nie napiszę, gdyż lekko rozchwiałam się emocjonalnie.
wtorek, 18 listopada 2008
Got her toes done up wit her finger nails matchin
Nails like whoa
Acrlyic base
Top all gold
Colors on my nails
To the paint on my toes
Stay fresh I'm accustomed to gold

Ostatnio Gutek robiąc porządki znalazł duużo fajnych zdjęć dokumentujących różne ciekawe wydarzenia. Jedno ze zdjęć bardzo mnie rozbawiło, przedstawiało bowiem paznokcie moich stópek pomalowane po raz PIERWSZY w życiu!!!! kolor.... uwaga oczojebny różowy. aaaaa jakie to wspaniałe pomysły mają nastolatki. Od tamtej pory zbyt wiele się nie zmieniło, dalej nie umiem malować paznokci, ani nożnych ani tym bardziej ręcznych. Co więcej (wiedzą to oczywiście wszyscy, którzy znają mnie nieco bliżej) jestem przewodniczącą klubu anty tipsa. Razem z Olą Makuch mamy taki uroczy klubik, w którym adorujemy swoje naturalne paznokcie i zwalczamy tipsiory ala Jolanta R. tudzież Doda. Prowadzimy również badania naukowe nad związkiem tipsa z ilorazem inteligencji. Przypuszczamy, że istnieje duża korelacja. Im dłuższe tipsy tym mniej oleju we łbie.
Podczas owych rozważań dotyczących płytki paznokcia przypałętał mi się do głowy pewnien kawałek. Klip to koszmar, który śni mi się po nocach. Kid Sister brakuje tylko zeza. Sami oceńcie.
Acrlyic base
Top all gold
Colors on my nails
To the paint on my toes
Stay fresh I'm accustomed to gold
Ostatnio Gutek robiąc porządki znalazł duużo fajnych zdjęć dokumentujących różne ciekawe wydarzenia. Jedno ze zdjęć bardzo mnie rozbawiło, przedstawiało bowiem paznokcie moich stópek pomalowane po raz PIERWSZY w życiu!!!! kolor.... uwaga oczojebny różowy. aaaaa jakie to wspaniałe pomysły mają nastolatki. Od tamtej pory zbyt wiele się nie zmieniło, dalej nie umiem malować paznokci, ani nożnych ani tym bardziej ręcznych. Co więcej (wiedzą to oczywiście wszyscy, którzy znają mnie nieco bliżej) jestem przewodniczącą klubu anty tipsa. Razem z Olą Makuch mamy taki uroczy klubik, w którym adorujemy swoje naturalne paznokcie i zwalczamy tipsiory ala Jolanta R. tudzież Doda. Prowadzimy również badania naukowe nad związkiem tipsa z ilorazem inteligencji. Przypuszczamy, że istnieje duża korelacja. Im dłuższe tipsy tym mniej oleju we łbie.
Podczas owych rozważań dotyczących płytki paznokcia przypałętał mi się do głowy pewnien kawałek. Klip to koszmar, który śni mi się po nocach. Kid Sister brakuje tylko zeza. Sami oceńcie.
piątek, 14 listopada 2008
silence of the lambs
mialem wczoraj okazje ogladac film pt. "czerwony smok". jednego smoka juz ogladalem z hopkinsem i nortonem. tamten byl miodem. ale wczoraj dorwalem dvd z ktorejs juz tam kolekcji filmowej gazety wyborczej. ku mojemu zdziwieniu w roli policjanta nie wcielal sie juz norton ale jakis penejro co sie nie znal na rzeczy, mial jakiegos niewydarzonego syna. ale nie byloby tak zle gdyby nie fakt ze lectera gral... nie wiem kto ale hopkinsem z pewnoscia nie byl. wygladal za to jak moj sprzedawca z warzywniaka. po prostu zgroza. jezeli ktos z hollywood mysli ze jak mi zamiast prawdziwego, zajebistego czerwonego smoka da mi jakas szmire z lat 80 i liczy na to ze moj sprzedawca z warzywniaka mnie przerazi i wzbudzi niepokoj to sie myli.
w kazdym razie segreguje teraz milion zdjec, ktore zrobilem z hilde na wakacjach i nawet wczesniej a nigdy nie mialem czasu zeby je uporzadkowac. dojrzalem tam wiele moich portretow, ktore sobie zrobilem w okresie wakacyjnym. wrzuce je teraz na siec i zatytuluje je cytatem od malenczuka:
wiec nie oceniaj mnie
bo choc wygladam na kawal wiesniaka
to jest ze mnie niezly jebaka

- pozycja wyjsciowa, jeden z pierwszych dni w norwegii, mily gladki i ogolony

- image po miesiacu w oslo

- image po 1,5 miesiaca w oslo

- image po 1,7 miesiaca w oslo...

- esencja polskiej sily roboczej na obcej ziemi, gunther und jedras fo real
wnioski z wyjazdu: norwegia psuje ludzi
w kazdym razie segreguje teraz milion zdjec, ktore zrobilem z hilde na wakacjach i nawet wczesniej a nigdy nie mialem czasu zeby je uporzadkowac. dojrzalem tam wiele moich portretow, ktore sobie zrobilem w okresie wakacyjnym. wrzuce je teraz na siec i zatytuluje je cytatem od malenczuka:
wiec nie oceniaj mnie
bo choc wygladam na kawal wiesniaka
to jest ze mnie niezly jebaka

- pozycja wyjsciowa, jeden z pierwszych dni w norwegii, mily gladki i ogolony

- image po miesiacu w oslo

- image po 1,5 miesiaca w oslo

- image po 1,7 miesiaca w oslo...

- esencja polskiej sily roboczej na obcej ziemi, gunther und jedras fo real
wnioski z wyjazdu: norwegia psuje ludzi
czwartek, 13 listopada 2008
Fred Astaire stepuje w moim uchu

Wczorajszy i dzisiejszy dzień dla mnie, czyli Hilde, upłynął pod znakiem Freda Astaira. Jutrzejszy pewnie też będzie taki. Mówię wam!!!! Nic nie poprawiam humoru w takie słabe, zimnie, śmierdzące jesienią dni. Fred jest najlepszy. Taniec z gwiazdami i inne takie badziewiaste programy, wysiadają jak tańczy Fred. To co wyczynia ten pan z czarno białych starych filmów... Prawdziwy dzikus. Zamienić się na życie ze Snoop Dogiem i zatańczyć z Fredem Astairem to moje największe marzenia nie do spełnienia oooooooo....
Czy ktoś słyszał o szkole stepowania? Ja bym się zapisała chętnie
wtorek, 11 listopada 2008
cmy jazzda
oporowa ilość postów, które pojawily sie w przeciagu ostatnich 2 dni jest spowodowane tylko i wyłącznie moją działalnością (znaczy sie gunthera). a bierze sie to z faktu bycia chorym, a do tego z faktu posiadania laptoka!!!! taaaaak! dobry handlowiec zasluzyl sobie na przenosny komputer i jego kozacki boss bez dwoch jedynek poszedl z nim do media marktu i kupil mu swiezutkiego compaq'a. jest piekny i lsni. a wiecie co jest najlepsze w laptokach??? ze mozna pisac posty siedzac na toalecie!!! muszla klozetowa jest absolutnym sprzymierzencem tworczych mysli klebiacych sie w glowie. no coz ale nie o tym ten post.
kto zna ĆMY? polski, instrumentalny projekt jazzowo hiphopowy. ci goscie co wydali jedna oficjalna plyte o nazwie "foggy style" - ktora uwazam za jedna z najlepszych polskich plyt wydanych w ostatniej dekadzie?? ci co nie wiedza to niech wiedza, ze caly trik sluchania ĆMÓW polegal na tym, ze chlopaków odpowiedzialnych za to cale zamieszanie jest dwóch. jednakże żaden z nich nigdy nie podał swojej prawdziwej tożsamości. siedzieli i tworzyli pod nicniemówiącymi pseudonimami. okres ukrywania sie dobiegł konca. chlopaki na sfojej stronie www odsłonili sie i powiedzieli kim sa. wprawdzie napisali o tym juz ze 3 miechy temu ale ja dotarlem do newsa dzis i nie ukrywam ze sie zdziwiłem! najwazniejszym kolezka odpowiedzialnym za muzyke ĆMÓW jest... YARO!!!! aaaaa! no i zajebiscie. mowcie o mnie co chcecie, ze jestem wiesniakiem ale ja YARO zawsze lubilem wiec ten dzien dedykuje tworczosci YARO. YARO jestes przekoniem i piona dla ciebie.
kto zna ĆMY? polski, instrumentalny projekt jazzowo hiphopowy. ci goscie co wydali jedna oficjalna plyte o nazwie "foggy style" - ktora uwazam za jedna z najlepszych polskich plyt wydanych w ostatniej dekadzie?? ci co nie wiedza to niech wiedza, ze caly trik sluchania ĆMÓW polegal na tym, ze chlopaków odpowiedzialnych za to cale zamieszanie jest dwóch. jednakże żaden z nich nigdy nie podał swojej prawdziwej tożsamości. siedzieli i tworzyli pod nicniemówiącymi pseudonimami. okres ukrywania sie dobiegł konca. chlopaki na sfojej stronie www odsłonili sie i powiedzieli kim sa. wprawdzie napisali o tym juz ze 3 miechy temu ale ja dotarlem do newsa dzis i nie ukrywam ze sie zdziwiłem! najwazniejszym kolezka odpowiedzialnym za muzyke ĆMÓW jest... YARO!!!! aaaaa! no i zajebiscie. mowcie o mnie co chcecie, ze jestem wiesniakiem ale ja YARO zawsze lubilem wiec ten dzien dedykuje tworczosci YARO. YARO jestes przekoniem i piona dla ciebie.
additionally
lezenia w lozku dzien drugi. diagnoza - goraczka mniejsza, w kosciach lamie mniej. gardło zas nakurwia do oporu i jest bardziej meczące niz plyta feel. program na dzien: obejrzenie kolejnej porcji filmow i kuszeta. choć cierpie to i tak mi troche nawet przyjemnie. po pierwsze dlatego ze jest to pierwszy od dlugiego czasu moment kiedy naprawdę moge sie obijać. bo wiadomo: praca daje siano, a szkola daje znizki w tramwajach i pociagach ale czasem mam chec tym wszystkim palnac o sciane i choc chwile sie poopierdalac.
a co robilem ostatnimi czasy: zglebialem tajemnice sprzedazy siatek na obcym terenie, balowalem we warszawie, balowalem z hilde we wroclawiu z ludzmi z warszawy i bialorusi, umarlem (juz bez hilde) na raka gruźlicy. ale po kolei:
poprzedni wtorek: szybkie pakowanie i wyjazd do kielc na targi. przyjechalem tam ok 17, szybko wypakowalem sprzet i wraz z ludzmi z krakowa zbudowalismy stoisko, nasz przyczółek sukcesu, enklawe siatek, krainę szczesliwosci. wieczorem transport do hotelu i kolacja w knajpie wloskiej o jakze nietypowej nazwie "ristorante". pozniej powrot do hotelu i wodka do 3 rano z jobmate'ami. wnioski: w mojej pracy nikt za kolnierz nie wylewa i pic z nimi czasem jest wrecz niebezpiecznie. 90% z nich jara fajki i prowadzi tryb zycia odlegly od sportowego ( jak sie pozniej okazalo jest to standard polskiej delegacji).
sroda: letki kac (w swietokorzyskiem nie ma kaca?!?), szybkie ogarniecie. kolega michal dowiaduje sie ode mnie przy sniadaniu, ze zanim poszedl spac, raczyl odwiedzic jeszcze nasza kolezanke ule i tryumfalnie wyrzygac sie do jej toalety a nastepnie udac sie na zasluzony i wywalczony spoczynek. sniadanie w tempie ekspresowym i teleportacja na targi. targi zorganizowane niezle. stoiska, blyszcza, hostessy sie usmiechaja. brakuje tylko jednego: odwiedzajacych. zatem 60 procent naszego czasu na targach spedzamy siedzac na dupach i pijac kawe. byl grzegorz lato, dobrze ze szedl daleko od naszego stoiska bo moglbym go zabic. poznym popoludniem, na zakonczenie dnia odbyl sie oficjalny bankiet. stroje bankietowiczów: garnitury i garsonki, żakiety i płaszcze. strój gunthera: spodnie z grubej bawełny, bluza clinic'a, kurtka ortalionowa od pull and bear'a (REPRESENT!). w kazdym razie po polaniu kilku kolejek ludziom siedzacym przy moim stole, okazalo sie ze rowny ze mnie gosc i nawet smieszny wiec warto ze mna gadac. wnioski po tamtejszym bankiecie: umiem juz rozpoznac dzialacza: działacz ma zawsze czerwona jape, krzaczastego wasa i wali mu z pod pachy. kazdy szanujacy sie dzialacz potrafi utrzymac w jednej dloni co najmniej 5 kieliszkow pełnych wodki, a jajko w majonezie naklada sobie rekami. Jest takze zawsze w pierwszym rzedzie kiedy podawany jest pieczony prosiak, nosi obciachowy garnitur w kolorze jasnym. no dobra, koniec juz o tych dzialaczach. z napchanymi brzuchami udalismy sie do hotelu aby sie przebrac a z tamtąd prosto do innego hotelu na najebke z ludzmi z firmy polsport ?!?!?!
czwartek: kac podobny do tego z dnia poprzedniego, targi tak samo puste jak dnia poprzedniego, zatem odbimbalem do 16 i zaczalem pakowac stoisko. bo trzeba bylo ruszyc nach warschau, a tam PKOL i kolejne tegoż tygodnia targi na ktorych koniec koncow nie dane mi bylo uczestniczyc. wnioski z trasy kielce - warszawa: cb radio ratuje dupe, mgla, deszcz i kac nie pomagaja w lepszym prowadzeniu fury, radio maryja ma kozackie przywitanie. a mianowicie:
słuchacz mówi: niech będzie pochwalony jezus chrystus i maryja zawsze dziewica
prezenter radiowy mówi: teraz i zawsze
do warszawy wpadlem poznym wieczorem i zaslepiony ostrymi swiatlami, bijacymi z ruchliwych ulic i skajskrejperów, błądząc ok godziny odnalazlem w koncu bemowo i hale sportowa z hotelem, gdzie czekal na mnie boss.
piatek: plan sie zagmatwal, smierc w rodzinie u szefa i nagle laduje w jego furze i wioze go do krakowa, z krakowa prosto w pociag do.... warszawy, a z warszawy mialem wracac juz do wroclawia. jednakze nigdzie mi sie nie spieszylo. zadzwonilem do necia i bucza, przetranspotowalem sie na natolin, gdzie uczcilismy wieczor calkiem godna domowka z faja wodna, łiski i innymi smakołykami.
sobota: z wawy prosto do szkoly, ze szkoly prosto na bibe, z biby prosto do lozka
niedziela: z lozka prosto do szkoly, ze szkoly prosto na bibe...
rano wstaje pukam faje, a potem do roboty
po trzydniowym melanzu nie mam na nic ochoty
jedyne co robie, uderzam na squaty
a po co? po blanty!
a za co? za fanty
od kogo? glosno powiedziec nie moge,
mowia do mnie gunther pozdrawiam zaloge...
sie zyje, sie zyje ema hahaha
a co robilem ostatnimi czasy: zglebialem tajemnice sprzedazy siatek na obcym terenie, balowalem we warszawie, balowalem z hilde we wroclawiu z ludzmi z warszawy i bialorusi, umarlem (juz bez hilde) na raka gruźlicy. ale po kolei:
poprzedni wtorek: szybkie pakowanie i wyjazd do kielc na targi. przyjechalem tam ok 17, szybko wypakowalem sprzet i wraz z ludzmi z krakowa zbudowalismy stoisko, nasz przyczółek sukcesu, enklawe siatek, krainę szczesliwosci. wieczorem transport do hotelu i kolacja w knajpie wloskiej o jakze nietypowej nazwie "ristorante". pozniej powrot do hotelu i wodka do 3 rano z jobmate'ami. wnioski: w mojej pracy nikt za kolnierz nie wylewa i pic z nimi czasem jest wrecz niebezpiecznie. 90% z nich jara fajki i prowadzi tryb zycia odlegly od sportowego ( jak sie pozniej okazalo jest to standard polskiej delegacji).
sroda: letki kac (w swietokorzyskiem nie ma kaca?!?), szybkie ogarniecie. kolega michal dowiaduje sie ode mnie przy sniadaniu, ze zanim poszedl spac, raczyl odwiedzic jeszcze nasza kolezanke ule i tryumfalnie wyrzygac sie do jej toalety a nastepnie udac sie na zasluzony i wywalczony spoczynek. sniadanie w tempie ekspresowym i teleportacja na targi. targi zorganizowane niezle. stoiska, blyszcza, hostessy sie usmiechaja. brakuje tylko jednego: odwiedzajacych. zatem 60 procent naszego czasu na targach spedzamy siedzac na dupach i pijac kawe. byl grzegorz lato, dobrze ze szedl daleko od naszego stoiska bo moglbym go zabic. poznym popoludniem, na zakonczenie dnia odbyl sie oficjalny bankiet. stroje bankietowiczów: garnitury i garsonki, żakiety i płaszcze. strój gunthera: spodnie z grubej bawełny, bluza clinic'a, kurtka ortalionowa od pull and bear'a (REPRESENT!). w kazdym razie po polaniu kilku kolejek ludziom siedzacym przy moim stole, okazalo sie ze rowny ze mnie gosc i nawet smieszny wiec warto ze mna gadac. wnioski po tamtejszym bankiecie: umiem juz rozpoznac dzialacza: działacz ma zawsze czerwona jape, krzaczastego wasa i wali mu z pod pachy. kazdy szanujacy sie dzialacz potrafi utrzymac w jednej dloni co najmniej 5 kieliszkow pełnych wodki, a jajko w majonezie naklada sobie rekami. Jest takze zawsze w pierwszym rzedzie kiedy podawany jest pieczony prosiak, nosi obciachowy garnitur w kolorze jasnym. no dobra, koniec juz o tych dzialaczach. z napchanymi brzuchami udalismy sie do hotelu aby sie przebrac a z tamtąd prosto do innego hotelu na najebke z ludzmi z firmy polsport ?!?!?!
czwartek: kac podobny do tego z dnia poprzedniego, targi tak samo puste jak dnia poprzedniego, zatem odbimbalem do 16 i zaczalem pakowac stoisko. bo trzeba bylo ruszyc nach warschau, a tam PKOL i kolejne tegoż tygodnia targi na ktorych koniec koncow nie dane mi bylo uczestniczyc. wnioski z trasy kielce - warszawa: cb radio ratuje dupe, mgla, deszcz i kac nie pomagaja w lepszym prowadzeniu fury, radio maryja ma kozackie przywitanie. a mianowicie:
słuchacz mówi: niech będzie pochwalony jezus chrystus i maryja zawsze dziewica
prezenter radiowy mówi: teraz i zawsze
do warszawy wpadlem poznym wieczorem i zaslepiony ostrymi swiatlami, bijacymi z ruchliwych ulic i skajskrejperów, błądząc ok godziny odnalazlem w koncu bemowo i hale sportowa z hotelem, gdzie czekal na mnie boss.
piatek: plan sie zagmatwal, smierc w rodzinie u szefa i nagle laduje w jego furze i wioze go do krakowa, z krakowa prosto w pociag do.... warszawy, a z warszawy mialem wracac juz do wroclawia. jednakze nigdzie mi sie nie spieszylo. zadzwonilem do necia i bucza, przetranspotowalem sie na natolin, gdzie uczcilismy wieczor calkiem godna domowka z faja wodna, łiski i innymi smakołykami.
sobota: z wawy prosto do szkoly, ze szkoly prosto na bibe, z biby prosto do lozka
niedziela: z lozka prosto do szkoly, ze szkoly prosto na bibe...
rano wstaje pukam faje, a potem do roboty
po trzydniowym melanzu nie mam na nic ochoty
jedyne co robie, uderzam na squaty
a po co? po blanty!
a za co? za fanty
od kogo? glosno powiedziec nie moge,
mowia do mnie gunther pozdrawiam zaloge...
sie zyje, sie zyje ema hahaha
poniedziałek, 10 listopada 2008
prze-kawal
autor : belmondo
typ: scenka tramwajowa
zastrzezenie: ta sytuacja wydarzyla sie na prawde
w polskim tramwaju tłok. na jednym z foteli siedzi murzyn. Obok niego stoi kobieta w ciąży i stara rura aka społeczniara. Murzyn dostrzega kobietę w ciąży i ustępuje jej miejsca. Wtem do akcji wkracza stara rura i mówi do niego:
- Co ty robisz?? U nas w Polsce to takim starszym kobietom jak ja ustępuje się miejsca.
a Murzyn niewzruszony jej na to:
- tak? a u nas w Afryka to się taką starą kurwę zjada.
komentarz: modlę sie do boga i najswiętszej panienki aby dane mi bylo zobaczyc kiedyś taka scenkę, a jeśli kiedykolwiek dowiem się jak na imię miał ten wspaniały murzyn/bohater, to choćbym miał przejechać do olsztyna, wsiądę do naszego wspaniałego pociągu, przyjdę do niego na chate i przybije mu najwyższą piątkę w mieście. Piątkę tak wysoką, że olsztyn takiej jeszcze nie widzial i jeszcze dlugo nie zobaczy...
typ: scenka tramwajowa
zastrzezenie: ta sytuacja wydarzyla sie na prawde
w polskim tramwaju tłok. na jednym z foteli siedzi murzyn. Obok niego stoi kobieta w ciąży i stara rura aka społeczniara. Murzyn dostrzega kobietę w ciąży i ustępuje jej miejsca. Wtem do akcji wkracza stara rura i mówi do niego:
- Co ty robisz?? U nas w Polsce to takim starszym kobietom jak ja ustępuje się miejsca.
a Murzyn niewzruszony jej na to:
- tak? a u nas w Afryka to się taką starą kurwę zjada.
komentarz: modlę sie do boga i najswiętszej panienki aby dane mi bylo zobaczyc kiedyś taka scenkę, a jeśli kiedykolwiek dowiem się jak na imię miał ten wspaniały murzyn/bohater, to choćbym miał przejechać do olsztyna, wsiądę do naszego wspaniałego pociągu, przyjdę do niego na chate i przybije mu najwyższą piątkę w mieście. Piątkę tak wysoką, że olsztyn takiej jeszcze nie widzial i jeszcze dlugo nie zobaczy...
nie mam wąsów
i wlasnie od tej informacji rozpoczne dzisiejszego posta. ogolilem sie. koniec zarostu przynajmniej na chwile, ma cera stala sie powabna i gladka a nad ustami nie figuruje nawet zalazek mych przekozackich wasów. pisze o tym z lekkim bolem, gdyz od dluzszego juz czasu wielka radosc przynosi mi eksperymentowanie ze swoim wygladem i w tej chwili przyznam ze kolaz gustownego ubioru z odrobina buractwa to piekna rzecz. jednakze pewnego dnia ujrzalem w sobie nutke podobienstwa do mojego dziadka, ktory to wiersze pisze o ziemi podlaskiej. i choc kocham go niczym wnuczek dziadka, to jednak upodabniac sie do niego jeszcze nie pora. no nie wazne, klamka zapadla, maszynka poszla w ruch, a listopad stal się oficjalnie miesiacem bez zarostu (takze pod pacha)wiec trzeba to jakos zniesc.
jesli chodzi o dodatkowe nowości na temat mojego ciala, to przyznac musze ze cierpie na dosc ciezka chorobe, a mianowicie jest to rak gruźlicy. nie nie, wcale sie nie przejezyczylem. nigdy nie bylem osoba, co to szczegolnie dba o swoje zdrowie, a fakt przeczytania wielu ksiazek o podrozach na syberie i walki ludzi z chlodem zawsze prowokowaly mnie do wprowadzenia tejze walki do naszej polskiej siermieznej rzeczywistosci. stad nie stronilem od paru lat od wychodzenia w zimie na spacer z psem w krotkich spodenkach i jeszcze pare innych. gruzlice mam juz od paru lat, uznalem to za pewnik i nauczylem sie z tym zyc. ale barwa kaszlu jaka teraz wydobywa sie z mojego ciala uświadomilo mnie, ze moja dolegliwość osiagnela wyzszy stopien ewolucyjny i dopadl mnie fatalny rak gruźlicy. nie jest latwo ale mam nadzieje ze sie wybronie z tego scierwa. odrzucam browary i wodke - bylo jej za duzo w pazdzierniku. odrzucam faje i cygaretki, blanty i pawelki, hot dogi z shella i zapiekanki z budki. czas naprawde wziasc sie za siebie bo jeszcze kupe koncertów do obejrzenia. tym samym oglaszam listopad miesiacem bez uzywek i wasa! now who's with me??
jesli chodzi o dodatkowe nowości na temat mojego ciala, to przyznac musze ze cierpie na dosc ciezka chorobe, a mianowicie jest to rak gruźlicy. nie nie, wcale sie nie przejezyczylem. nigdy nie bylem osoba, co to szczegolnie dba o swoje zdrowie, a fakt przeczytania wielu ksiazek o podrozach na syberie i walki ludzi z chlodem zawsze prowokowaly mnie do wprowadzenia tejze walki do naszej polskiej siermieznej rzeczywistosci. stad nie stronilem od paru lat od wychodzenia w zimie na spacer z psem w krotkich spodenkach i jeszcze pare innych. gruzlice mam juz od paru lat, uznalem to za pewnik i nauczylem sie z tym zyc. ale barwa kaszlu jaka teraz wydobywa sie z mojego ciala uświadomilo mnie, ze moja dolegliwość osiagnela wyzszy stopien ewolucyjny i dopadl mnie fatalny rak gruźlicy. nie jest latwo ale mam nadzieje ze sie wybronie z tego scierwa. odrzucam browary i wodke - bylo jej za duzo w pazdzierniku. odrzucam faje i cygaretki, blanty i pawelki, hot dogi z shella i zapiekanki z budki. czas naprawde wziasc sie za siebie bo jeszcze kupe koncertów do obejrzenia. tym samym oglaszam listopad miesiacem bez uzywek i wasa! now who's with me??
czwartek, 6 listopada 2008
James Bond is back! Taaaraaaaaa!!!!!!!!!

Ha! Jako wielbicielka boskiego Jamesa muszę się pochwalić, iż dokonałam pomyślnie rezerwacji biletów na jutrzejszą projekcję kolejnego odcinka jego mega przygód. Wiem, że dzisiejszy James nie jest już tym samym co przed laty (mam zdecydowanie większą słabość do sepleniącego Seana i powalającego Rogera, w sumie Pierce też dawał rade...... no dobra ten nowy też jest całkiem seksowny) Za dużo wybuchów jest teraz no i ten ostatni Bond taki jakiś był nie za bardzo Bondowy (jakieś emocje na twarzy się pojawiły, smutny był niekiedy, spocił się, zakochał .....nieeeeee no), niemniej jednak jaram się i ekscytuję TURBO! Aaaaaa!!!
Wspomnę jeszcze 2 słowa o poprzednim weekendzie zawierającym w sobie święto umarłych. Nadmienię z przyjemnością, bo następne 2 weekendy nie zapowiadają się fantastycznie ze względu na porażającą ilość godzin, które trzeba przesiedzieć w szkole używając mózgu.
No to tak, główną atrakcją święta zmarłych była wizytacja cioci Ferenz, która była uprzejma przyjechać ze swoją angielską Wiewiórką. Spoko Wiewórka jest. Ferenz nic się nie zmieniła. Jest dalej taka sama szalona i tyle samo, znaczy dużo bardzo mówi i dalej ją tak samo kocham.
W każdym razie musiało być super bo dnia następnego nawiedził mnie (i chyba nie tylko mnie) kac gigant. Nie było lekko bo przecież trzeba 1 XI udać się na przechadzkę między groby. Nasz stan ducha i ciała pozwolił na to dopiero około 23.30. Godzinę duchów spędziliśmy zatem we właściwym miejscu tego dnia. Duchy i wampiry okazały się jednak wyjątkowo sympatyczne, bo jak widać dalej żyjemy i wszyscy mamy wszystkie kończyny na miejscu.
Do newsów dodam jeszcze, że porzuciłam pracę w Novocainie. Hmmm.... tak wiem, ale szkoda. o nieeee, ale smutno. O boże i co ja teraz pocznę bidna. Ech... noo myślę, że jakoś se poradze może, jak już muszę.
Gutek sprzedaje siatki, jedyną odmianą jest to, że się odpalił na targi do Liroya do Kielc. Nie wiem czy Liroy potrzebuje siatki, ale może kupi.
No to tyle.
Subskrybuj:
Posty (Atom)