wtorek, 30 września 2008

od melanzu do melanzu - tutaj tak kazdy

9 rano, pije 3 kawe, na dworze dramat w najgorszym wydaniu. tkwie na obornickiej w firmie huck - wysławianej na całym świecie fabryce wysokiej jakości siatek, bezpiecznych dla środowiska i tak miękkich, że az chce się w nie wtulić. Firma założona w północnym Bambergu przez niejakiego Manfreda Huck’a , który rzecz oczywista zwykł mówić do ludzi: doncz ju fuk łiw huk, zbudował imperium siatek, wielkością porównywalne do tego, które zbudował darth vader w gwiezdnych wojnach (tak w ogóle to sprzedaliśmy Vaderowi troche siatek do ochrony konstrukcji , przy budowie gwiazdy śmierci). No za duzo już tych siatek. Choc dopiero wtorek to z utęsknieniem oczekuje najbliższej soboty bo będzie dobra mash upowa impreza z El Barto i Liamem B na czele. W ubiegły zaś weekend zdobyliśmy Osole – pieknie położona miejscowośc pod obornikami śl. gdzie zrobiliśmy niezla potańcówke na chacie babci hilde. Wypilismy kupe alkoholu, zrobiliśmy grilla, muzyka do oporu i wraz z ekipa pobalowalismy dlugo, az tak dlugo ze nikt nawet nie wie jak dlugo. W szczególności miło wspominam tance na ławie babci hilde, która prawdopodobnie stawia tam grzane mleko każdego poranka. Ewa nagrzała w kominku, tak ze w calej chacie temperatura była bliska piekłu. Włożyła tam ze 2 sosny i 3 topole. Ogień buchał jak szalony, a my zroszeni baunsowaliśmy przy Diplo. Szczególne wyrazy uznania składam Piwoszowi, który zdołał wypić przerażającą ilość alkoholu i nastukał się jak trzyha i choć jego ciało odmawiało mu współpracy i koniecznie chciało odpocząć w łóżku, to chęć dotrwania do afteru przezwyciężyła jego ubytki w siłach fizycznych i balował z nami prawie do końca. Troche narozrabialiśmy i było troche zniszczeń ale jak jest godna impreza, to i zniszczenia muszą być godne.

wtorek, 23 września 2008

komm mit mich nach papaya - wakacyjne reminessssentzje

Mloda wpadla do Oslo 13 sierpnia. Uratowala moje samopoczucie bo w sierpniu pogoda była iscie norweska-kureska. Deszcz i tornada i zawierucha generalnie. Syf po całości, nikomu nie chce się wychodzic z chat. My nie mielismy już wtedy pracy bo z ostatniej nas zwolniono bo troche nie popisaliśmy się z naszymi wspaniałymi profesjonalnymi umiejętnościami malarskimi. Zatem przez 2 tygodnie sierpnia siedzieliśmy na pelnym artengo na chacie u Agaty i Szczepana, słuchając rege i grajac w ryzyko, raczac się hakiem i innymi norweskimi dobrodziejstwami. No wiec mloda przyjechala i od tamtego czasu rozpoczęliśmy nasz trip po Skandynawii i innych bonusowych krajach. Z początku planowaliśmy pojechac do Gruzji ale ruskie kutafony wybily nam ten pomysl z glowy. Przez 2 dni bujaliśmy się po Oslo wraz z ekipa i zwiedzaliśmy miasto choc ten kto był w Oslo wie dobrze ze nie ma tam co zwiedzac bo jest mega wiocha gdzie mewy zawracaja.
Jedyne co maja do pozazdroszczenia to piekne polozenie na wzgorzach i nad zatoka. Nie ma co, srodek miasta jest w dolinie , a dzielnice sypialne leza na wzgorzach i otaczaja centrum. Widok z każdego z tych wzgorz jest po protu niepowtarzalny. Odwiedziliśmy tez nowa opere, która wypierdala z wrotek i muzeum narodowe, które zawiera zbiory m.i. Muncha – typowego norweskiego popapranca – bardzo fajne to muzeum. Wieczorami siedzieliśmy duza ekipa z Kuba i Agata i Kathrin i innymi inhalując się THC. Jedno jest pewne. W Norwegii można odpuścić sobie picie piwa i generalnie alkoholu bo jest oporowo drogi.Nie można sobie odpuścić jednak jarania bo to tak jak pojechac do Finlandii i nie jest renifera albo pojechac do Anglii i nie zobaczyc grubych lasek – to po prostu musi się wydarzyc. Aa no i trzeba było jeszcze wbic na skocznie narciarska Holmenkollen bo tam jest kozacko. Koniec końców w 2 dni zobaczyliśmy co mielismy zobaczyc i byliśmy gotowi żeby zabrac majdan i przemieścić się dalej w strone Szwecji gdzie czekal już na nas mój prze ziomek Phillip – mieszkaniec Gothenburga. W piątek 15.08 wsiedlismy na kacu do porannego autobusu i opuściliśmy Norwegie. Spedzilem tam 2,5 miecha, zakończyłem projekt „profesjonalny malarz” – i z kieszenia wypchana norweskimi koronkami pożegnałem Oslo. Chmury się rozstąpiły i wyjrzalo slonce…

piątek, 19 września 2008

kto nie na parkiecie ten gwalciciel

No dobra. Koniec tego dobrego. Koniec opierdalania i bycia biernym w sieci. Czas na wielki powrot w wielkim stylu, czas na regularne upgrade’owanie bloga i dosyc tego próżniaczego lenistwa. Nie było mnie tu dlugo bo proszę ja ciebie troche zamulam w pracy. No i walsnie praca praca to teraz mój pierwszy i jedyny temat do rozmow. Troche frustrujące. Musze się zajac troche bliżej sprawa pani Rutowicz bo z tego co wiem to niezla z niej swinia i każdy o niej mowi. Może kiedys wjade jej na chate i zlapie ja w siatke. Bo ci co nie wiedza to teraz dla odmiany pracuje w swiecie siatek i sprzedaje siatki. Ale to nie byle jakie kurna siatki. Bo to siatki bezwęzłowe, co oznacza ze pania Rutowicz a nawet taka pania Hanke Bielicka ( ta od kapeluszy) spokojnie można w nia zapakowac i na pewno się nie zerwie. Po prostu dobry produkt. Duma mojego szefa, który jest niezłym kozakiem. Jara 2 paczki fajek dziennie a ja jestem jego nadwornym komandosem. Jezdze w delegacje, kontroluje obiekty sportowe i w ogole. No dobra nie będę pisal tylko o swojej pracy bo mloda tez się nie obija i podbija kelnerski swiat w naszym malym wrocławskim restauracyjnym swiatku. Nie narzeka na to, pracuje z jakimis omklymi laskami, i dostaje napiwki od bananowcow, którzy maja duzo ciapy. Z tego co wiem to jest tak mila ze nawet nie sika do zupy. Nie sikanie do zupy jest teraz w cenie, proszę mi wierzyc na slowo. No wiec tyle o pracy. Co dalej?? Duzo planow. Nie wyprowadziliśmy się z domu wiec oszczędzamy srut na wyjazdy zagraniczne bo jeszcze nam malo. Pierwszy projekt to Budapeszt w październiku, kiedy to otrzymamy swoje pensje. Na Węgrzech mieszka mój wesoły znajomy o wdziecznym nazwisku Annus i mam zamiar go koniecznie nawiedzic. Oprocz tego to koniecznie koncerty. Może roots albo jakis Streets albo może Pete Philly w Berlinie. Nie wiadomo. Poki co na dworze trauma, nie ma wyjsc w plener. Trzon ekipy tzn. Adam, Piwosz i Ania na wyjazdach, wiec się letko zawieszamy w przestrzeni , czekajac na nadchodzące atrakcje. nastepne dwa posty tchna troche wakacyjnej bryzy, która ucieka z prędkością protonow albo chebronow albo wibratorow ( nie wiem jak to się nazywa, to cos co wpuścili pod ziemie w szwajcarskim laboratorium , żeby zbadac jak zbudowana jest materia, czyli urzeczywistnienie odwiecznej ludzkiej pasji do zbadania najgłębiej jak się da ludzkiego stolca, tak w ogole to ten sprzet się dzis zepsul , wiec nie wiem jak będzie z ta kupa) z naszego codziennego zycia. napomkne wiec troche o wakacjach i wrzuce wreszcie swoje portrety bo jest co podziwiac. Dobra opowieści o wakacjach nadchodza, to było takie preludium , jak to się mowi w jezyku operowym , takie Almette. Ten kto nie zna tego okreslenia, oznacza to ze nie zna zasad Survivalu. tyle narazie

czwartek, 4 września 2008

Wakacyjne hity

Narazie tylko hity muzyczne, bo o innych ciasteczkach z naszej podrozy zobowiazal sie napisac Gunther, ale jest chwilowo zbyt zajęty opychaniem siatek. Dlatego jak zwykle ja, Hilde musze zabrać glos. Wrzucam zatem troche muzyki, takiej która zdecydowanie umilala nam pobyt na wczasach:

Maskinen Alla som inte dansar




Looptroop Naive



Madonna Give it 2 me



I znowu ze Szwecji, I cóż że ze Szwecji: Digitalism



Teddybears Stockholm