czwartek, 30 kwietnia 2009

dj qube you wot you wot



plakat mówi sam za siebie wiec nie musze tu sie rozpisywać. qube bedzie gwiazdą wieczoru w świeżo otwartym klubie na ruskiej. cieszę się ze to właśnie w absyncie, bo to miejsce wzbudziło we mnie choć troszkę nadziei na to, że we wrocławiu, z którego tak bardzo wszyscy jesteśmy dumni i gdzie mieszka tyle cwanych ludzi liczba klubów, które skupią się na zapraszaniu dj'ów innego pokroju niż dj hazel powiększy się do 4. klub ma klimę, wystrój do zniesienia, nowy sprzęt grający i przystępne ceny - zatem w piątek wszyscy walimy do absyntu. big up absynt, big up qube, big up snow nation, big up szpaciren nation, big up HWDP.

środa, 29 kwietnia 2009

Dmuchawa

No może jeszcze mały muzyczny update z mojej strony. Nie było by w Livigno takiego szaleństwa gdyby nie ten oto właśnie hit nad hitami:



a przy okazji nadaje się dobrze do tunelu.

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Must be a devil between us or horse in my head. Hey!

.


Wróciliśmy z urlopu. Było ekstra. Nawet nie wiem od czego zacząć. Było dużo nas i śniegu i sklepów z tanim alkoholem też dużo. Bo Livigno to taka całkiem spora strefa bezcłowa. Łycha tania, wóda tania, kawa i perfumy i tusz do rzęs też tani. A! i 6 Duplo za 2EUR. No i czego można od życia więcej chcieć...
Snow nation dobrze nam animowało czas. Harmonogram dnia w dużym skrócie wyglądał tak:

8:00 wstajemy, zęby myjemy (a przynajmniej ci co mieszkali z Olą w pokoju)

9:00 wyjście na stok i katowanie śniegu

16:00 szczęśliwy powrót

16:15 pierwszy drynk, 16:30 kolejny, kolejny i kolejny...party party party...
.
.
.
8:00 headache




Przyznaję, iż nastąpił totalny reset mózgu. Do tego stopnia, że zupełnie nie wiem co mam relacjonować, albo inaczej... nie wiem, co do relacji się nadaje. Ja się nie nadaję na pewno.

Od samego początku było dobrze. Mi (Hilde) się spodobało już w Austrii bo mają tam
Almdudlera (zwanego też Almhitlerem), znakomity regionalny napój z tyrolskich jabłek śmierdzących kozą (cała Austria śmierdzi kozą). Stawia na nogi niczym potrójne espresso. Dostępny jest także w wersji sugarfree. Polecam.

Jak tylko udało nam się pokonać kręte górskie drogi oraz jednoosobowy tunel łączący Szwajcarię z Włochami, zza chmur wyszło słońce i nastała jasność od śniegu.

Na miejscu czekała na nas 40 osobowa ekipa gotowa na melanż pełną gębą. Jak się rozpędziliśmy z tym bibowaniem to nie moglismy się zatrzymać, zupełnie jak ciężarówka TIR. Tylko Mentalcut trochę był jakiś taki nieobecny, nie wiem o co mu chodziło. Zamknął się w szafie i nie chciał wyjść. Dj Qube za to dał radę. Myślę, że należy mu się wielka piona, za te wszystkie wieczorne, muzyczne animacje. Nie raz rozkręcił zabawę tak, że pod didzejką czuliśmy się niczym na punkowym koncercie w samym środku brudnego pogo. W ogóle całkiem spoko Kuba jest.



W konkursie na najlepszego imprezowicza imprezy wygrał Jędrula (ale on jest zawsze poza konkursem więc się nie liczy) zaraz za nim szalony Poznaniak, co liże pachę i zdobywa kobiety niczym prawdziwy don Juan.

Na specjale wyróżnienie zasługuje też Piwko co w Livigno siada. Ilość śliny, którą zużył na artykulację miejsca swojego pochodzenia podniosła zdecydowanie poziom wody w górskich potokach i spowodowała podtopienia wiosek na Podkarpaciu.



Duet komisarz Halski oraz poseł Dyduch dostają ode mnie pione za rozwikłanie tajemniczej zagadki zniknięcia takiej czarnej starej deski. Dzięki wam udało mi się uniknąć zjebki od mamy, ale co najważniejsze Gunther und frau Pretorius musieli odwołać swoje słowa, że jestem najgorsza (zresztą Piwko i tak jest gorszy, on więcej zgubił).


Aj dobra, piszę tego posta od kilku dni i uwierzcie mi, że tak mi łycha mózg wyżarła, że każde zdanie rodzi się w nieznośnych bólach. Dlatego też, liczę na mojego jednorękiego co od dziś ma ręce dwie, że zrelacjonuje za ich pomocą resztę Snow nejszon party. Co prawda Gutek był bardziej szpaciren nejszon niż Snow nejszon, z racji swojego inwalidztwa. Inwalidów na śnieg nie wpuszczają. Ostatecznie jednak troszkę czasu spędził z resztą ekipy więc kmini co się działo.

Świnie bawcie sie...


środa, 15 kwietnia 2009

big up snow nejszian

no i letki apdejt co do wyjazdu we włoskie góry. jedziemy pod koniec tygodnia. na wyjazd zbierają się sami super wyjadacze, kozacy, cwaniacy i miodasy z wrocławia i okolic. zbiorą się w najlepszym miejscu na ziemi zeby pobalować przez pare dobrych dni. będzie opór śniegu, chatki jak z bajki, jack daniels za 10 ojro/litr, promieni słonecznych nie mniej niż w libanie a do tego zajebista muzyka. o tym ze mentalcut jedzie z nami juz kazdy zainteresowany wie ale na pewno nikt nie wie o udziale w obozie kolejnego zajebistego grajka, którego skaperowałem dzisiaj. jest nim znany i lubiany przez wszystkich, którzy co nieco chodzą do czil ałtu albo kamfory DJ QUBE!!! Kuba wraz z Kubą Mentalcutem będą odpowiedzialni za ogien w szopie, kiedy wszyscy juz zejdą ze stoku. Będzie dobrze, bardzo dobrze!!!

here's a handsome jesus for you this easter

a ja siedze juz ktorys dzien z kolei na tych zernikach i nic nie robie. nerki mnie bola i nie wiem za bardzo co sie ze mna dzieje. jak nie barki to nerki. chujowa jakas ta starosc i niesprawiedliwa. mam 23 lata i czuje ze sie sypie, nie do wiary. młoda jeszcze chce mi wmowic ze mam alergie bo charcze i spluwam non toper a w gardle zbiera mi sie takie ravioli ze mała bania.

swieta swieta i po swietach. chociaz ja stale uwazam ze ci co maja L4 to swietuja caly czas. wielkanoc spedzilismy w rodzinnym gronie. mloda w osoli z dziadkami a ja u tesciow brata (hahahahahah)na wojszycach. a jak! bylem u mamy i taty i dziadkow i kuzynów oli na sniadaniu swiatecznym. bylo bardzo milo i rodzinnie. u oli wszystko jest bardziej formalnie niz u mnie, totez zalozylem koszule i w ogole sie wykapalem. rozmawialismy przy swiatecznym stole o barkach, pracy, pedałach, języku migowym (generalnie tematyka bardzo różnorodna). pozniej mialem okazje pobawic sie z beagle'm oli, który sika na wejściu ze szczescia a potem przez pol godziny rzuca sie na ciebie i obgryza ci dłoń bez uszczerbku na mocy. skubany jest nie do zajechania ten baster.anyway po sniadaniu wróciłem na radwanice z rodzicami. w poniedziałek obudził mnie krzyk kobiet biegających po podwórku, starających się ukryć przed wodospadem wody lejącym się po posesji. za to jak sie pozniej uspokoiło, od wczesnego popołudnia zaczeli zjezdzać się goście na oficjalną parapetówkę. oprócz starszej gwardii ze strony moich rodziców, przyjechali tez "nasi". był kamil z olą. był adam z dominem. był piwek z anną. starzy skupili się na piciu. młodzi skupili się na sporcie i kulturalnych rozmowach. rozpoczeliśmy od siatkówki. ja byłem pierwszym rozgrywającym drużyny. okazuje się, że jestem kozakiem i nawet bez jednej reki jestem zajebisty w sportach. Pozniej rzucaliśmy frisbee, a sportowy dzień dobiliśmy monumentalnym pojedynkiem w boule. ostatecznę rundę wygrał piwek, który udowodnił tego dnia, że wcale nie jest takim popaprańcem jakim go rysują! piwek do tego był taki spoko że zrobił pare cwanych fot. O takie:









środa, 8 kwietnia 2009

jak mowic po niemiecku - to tylko do konia

thank god it's kwiecien. a kwiecien jest super bo przynosi opór słońca i naprawde napawa optymizmem. dzien w dzien jest pełna lampa i az sie chce siedziec caly czas na dworze. w tym tez pieknym okresie mialem przyjemnośc przejsc swoja najgorsza chyba angine ropna w historii. w ostatnia sobote, gdy było jakieś tryliard stopni na zewnatrz i wszyscy grilowali, ja lezałem pod kołdrą i dygotałem z zimna a moje gardło ledwo co przełykało wode. na szczescie mam u boku przyczepionego pancernika, który bardzo lubi bawic sie w znachora. zatem przez 3 dni miałem ładowaną w ryj łyżkę miażdżonego świeżego czosnku z odrobina siekanej natki pietruszki! Pozniej dostawałem rosoły z tłustej kury, z dodatkiem leczniczego curry. koniec konców zostałem uleczony. moge upajać sie słoncem i L4. L4 jest mistrzem takim samym jak lody z automatu, które miałem okazje sobie wczoraj kupic w jednej z ostatnich super ekstra komunistycznych lodziarni przy wita stwosza.

oprocz tego to mloda dostała ksywe "brenda" ode mnie za jej przedziwne zachowanie i przemyslenia (it's temporary). natomiast wczoraj poszla do fryzjera i sciela włosy o pol metra i wyglada spoko. po wyjsciu dostała od razu kolejna ksywe. tym razem "kleopatra". sumujac wiec wszystkie jej ksywy wychodzi mniej wiecej cos takiego:

Magdalena Ptys-z-Kremem Hilde Pancernik Galaretka Brenda Kleopatra Janicka. Jak dla mnie bomba.

Aaa no i znowuż jestesmy oboje dumnymi mieszkancami zernik wrocławskich. I moved all my stuff down here cause i just adore village life. Mam nadzieje ze nie zostaniemy tu za długo bo znow daleko do centrum.

No i oficjalnie mogę ogłosic ze pierniczę swa prace i zwalniam sie juz niebawem bo w drodze jest juz moj nowy projekt na zarabianie pieniędzy (przynajmniej przez najbliższe 4 miesiace). Ci co wiedza o co chodzi to dobrze, a ci co nie wiedza to sie wkrotce dowiedzą. Bedzie to moja pierwsza autorska inicjatywa i pierwsza praca, gdzie nie bede musiał pracowac dla kogos, z czego sie niezmiernie ciesze.

a teraz piosenka tygodnia:


a do tego gol roku 2009. i choc do konca 2009 jeszcze troche zostalo to nie wiem czy ktos przebije adebayora, ktory we wczorajszym meczu zrobił to: