Wróciliśmy z urlopu. Było ekstra. Nawet nie wiem od czego zacząć. Było dużo nas i śniegu i sklepów z tanim alkoholem też dużo. Bo Livigno to taka całkiem spora strefa bezcłowa. Łycha tania, wóda tania, kawa i perfumy i tusz do rzęs też tani. A! i 6 Duplo za 2EUR. No i czego można od życia więcej chcieć...
Snow nation dobrze nam animowało czas. Harmonogram dnia w dużym skrócie wyglądał tak:
8:00 wstajemy, zęby myjemy (a przynajmniej ci co mieszkali z Olą w pokoju)
9:00 wyjście na stok i katowanie śniegu
16:00 szczęśliwy powrót
16:15 pierwszy drynk, 16:30 kolejny, kolejny i kolejny...party party party...
.
.
.
8:00 headache
Przyznaję, iż nastąpił totalny reset mózgu. Do tego stopnia, że zupełnie nie wiem co mam relacjonować, albo inaczej... nie wiem, co do relacji się nadaje. Ja się nie nadaję na pewno.
Od samego początku było dobrze. Mi (Hilde) się spodobało już w Austrii bo mają tam
Almdudlera (zwanego też Almhitlerem), znakomity regionalny napój z tyrolskich jabłek śmierdzących kozą (cała Austria śmierdzi kozą). Stawia na nogi niczym potrójne espresso. Dostępny jest także w wersji sugarfree. Polecam.
Jak tylko udało nam się pokonać kręte górskie drogi oraz jednoosobowy tunel łączący Szwajcarię z Włochami, zza chmur wyszło słońce i nastała jasność od śniegu.
Na miejscu czekała na nas 40 osobowa ekipa gotowa na melanż pełną gębą. Jak się rozpędziliśmy z tym bibowaniem to nie moglismy się zatrzymać, zupełnie jak ciężarówka TIR. Tylko Mentalcut trochę był jakiś taki nieobecny, nie wiem o co mu chodziło. Zamknął się w szafie i nie chciał wyjść. Dj Qube za to dał radę. Myślę, że należy mu się wielka piona, za te wszystkie wieczorne, muzyczne animacje. Nie raz rozkręcił zabawę tak, że pod didzejką czuliśmy się niczym na punkowym koncercie w samym środku brudnego pogo. W ogóle całkiem spoko Kuba jest.
W konkursie na najlepszego imprezowicza imprezy wygrał Jędrula (ale on jest zawsze poza konkursem więc się nie liczy) zaraz za nim szalony Poznaniak, co liże pachę i zdobywa kobiety niczym prawdziwy don Juan.
Na specjale wyróżnienie zasługuje też Piwko co w Livigno siada. Ilość śliny, którą zużył na artykulację miejsca swojego pochodzenia podniosła zdecydowanie poziom wody w górskich potokach i spowodowała podtopienia wiosek na Podkarpaciu.
Duet komisarz Halski oraz poseł Dyduch dostają ode mnie pione za rozwikłanie tajemniczej zagadki zniknięcia takiej czarnej starej deski. Dzięki wam udało mi się uniknąć zjebki od mamy, ale co najważniejsze Gunther und frau Pretorius musieli odwołać swoje słowa, że jestem najgorsza (zresztą Piwko i tak jest gorszy, on więcej zgubił).
Aj dobra, piszę tego posta od kilku dni i uwierzcie mi, że tak mi łycha mózg wyżarła, że każde zdanie rodzi się w nieznośnych bólach. Dlatego też, liczę na mojego jednorękiego co od dziś ma ręce dwie, że zrelacjonuje za ich pomocą resztę Snow nejszon party. Co prawda Gutek był bardziej szpaciren nejszon niż Snow nejszon, z racji swojego inwalidztwa. Inwalidów na śnieg nie wpuszczają. Ostatecznie jednak troszkę czasu spędził z resztą ekipy więc kmini co się działo.
Świnie bawcie sie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz