Jestem w pracy. Mam kaca i jest to najlepszy czas by pierdzielnąć posta o sylwestrze co się już trochę temu wydarzył i emocje opadły ale w sumie mało mnie to obchodzi. Sam sylwester odbyl się w stroniu śląskim i byliśmy tam wspólnie z hilde, natomiast noc wcześniej, kiedy hilde i większość ekipy byli już w górach, ja musiałem zostać we wro. Więc może najpierw o wieczorze 30.12.2009 w dwóch wersjach – kuniej i pancerniczej.
Wieczór w wykonaniu hilde: przyjazd do osrodka, zwanym oficjalnie Menos, a pół oficjalnie Menelos. zbiórka w dwuszeregu, odliczanie do dwóch, 10 skłonów w przód, 20 przysiadów. Później tylko nakładanie poszewek na pościel, kontrola czystości pokoju przez opiekunów i już można było bez żadnych stresów się najebać. Mój brat Kamil i jego druga połowa firmy czyli Dominika byli poprawnymi KO'wcami – zatem w ramach wieczorku integracyjnego zorganizowali ognisko. Była kiełbasa, wódka, papierosy, śpiewu mało bo młodzi teraz jacyś nie muzykalni. Domniemam również, ze była gitara firmy JVC, co gra ładne dubstepy i brudne elektro. Nie wiem o czym były rozmowy, gdyż się nie dowiedziałem ale z pewnością było śmiesznie. Drinki rozlewały się na spodnie, dziewczyny wywracały się w błoto, wszyscy nosili na sobie woń pieczonego mięsiwa. Mówiąc krótko – to o taką Polskę walczyliśmy. Wszyscy młodzi, rozgarnięci i poubierani w ładne ubrania. Relacje z te wieczoru mam jednak szczątkowe, stąd te rozwlekłe opisy sytuacji. A mało tu szczegółów, bo moja dziewczyna szczerze przyznala, ze niewiele pamieta i wraz z martyną, anią i paroma jeszcze koleżankami zrobiły melanż większy niż w samego sylwestra. Chyba skonczylo się rzyganiem i to w stylu nastolatki (tak zwierzęco, bez kontroli) ale chyba nie bede się zagłębiał. Jedno jest pewne – nikt oprócz Oli nie umył zębów przed snem. Tak to się konczy jak nie ma Gunthera do kontroli!
Wieczór w wykonaniu odpowiedzialnego mateusza: kuna został we wro i bardzo żałowałem, że nie mogę przyłączyć się do całej rodziny snow nejszen. Ale oprócz mnie było jeszcze paru takich niedobitków, którym nie dane było wyjechać z wrocławia, z adamem na czele. Nie zastanawiając się długo postanowiłem odwiedzić mego kamrata Saddama i zrobić wrocławską uwerturę (ja pierdziele, chyba pierwszy raz używam tego słowa!) do górskiej imprezy. Spotkałem go w Rynku, znaczy się u niego na chacie. Zaczęło się od jednej flaszki i małej ekipy w postaci basara, kamy, stefana. Skończyło się na niekończącej się ilości wódy, milionie osób i głupich żartach w stylu jackass. Wszyscy zbłąkani trafili do Adama. Nawet jacyś luksemurczycy. Widział ktoś kiedyś luksemburczyka? No bo ja pierwszy raz. Potężne chłopy, do wódki się garną. Ubierają się w koszule i noszą pasy z klamrami. U żadnego z nich nie zaobserwowałem miecza czy też sygnetów szlacheckich. No i mówią po angielsku mit german akcent.
Musiałem się urwać wcześnie z tego melanżu bo groziło totalnym upodleniem. Chciałem być wcześnie w domu, a następnego dnia miałem pracę. Trochę tylko zagubiłem się logistycznie podczas powrotu... Wyszedłem z rynku o 24:30, miałem 3,5km do domu. Sprawa skomplikowała się lekko, gdy chciałem przyoszczędzić na taksówie i wsiadłem do nocnego, w którym zasnąłem! Wysiadłem na dworcu nadodrze. Straciłem jakieś 1,5h na ten manewr i oddaliłem się od chaty o kolejne 2,5km! Well done. Później szedłem na piechotę z powrotem do rynku, załadowałem się do taksy i wróciłem do domu. Położyłem się do łóżka o 4.30, zapłaciłem kierowcy 26zł, wrażenia – bezcenne...
Podsumowując, wydarzenia moje i mojej dziewczyny mogę spokojnie stwierdzić, że będąc osobno jesteśmy trochę niepełnosprawni i gdy gunther i hilde idą na imprezę, grozi to poważnymi kłopotami. A o samym sylwestrze później bo mi się nie chce.
tego bloga wyeksportowalem z gunther-und-hilde.blogspot.com i jest dość skrupulatnym opisem 4 dobrych lat mojego zycia, z reszta nie tylko mojego bo współbohaterem jest jeszcze jedna pani. to blog o dobrym związku, którego już nie ma, zajebistych znajomych, wrocławiu, podróżach, zajawach, muzyce i wielu pierdołach, które nawiedzały umysł dwójki młodych, zajebistych ludzi. miałem go już nie udostępniać ale kupe w nim dobrych wspomnień i dużego sentymentu. chyba nie warto się od tego odcinać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Przeczytałam całość, podobało mi się. Najbardziej te fragmenty, w których było napisane o mnie;p Hehehe. Ziooom. Buziaki dla Was, Popowice pozdrawiają Sudecką.
OdpowiedzUsuń