Wow. Wczoraj były uodziny Ani na Sudeckiej. Hepi berzdej Ania. Ania zrobiła jakieś 3 kilo jedzenia i wszystko było super dobre. Jak to u Ani – było dużo owoców, więc poziom witamin i dobrych składników odżywczych w moim kiełbasianym ciele wzrósł po wczoraj do jakiegoś absurdalnego poziomu. To prawdopodobnie jedna z ostatnich posiadówek na naszej najlepszej chacie swiata przed projektem przeprowadzkowym. A zmiana adresu już za pare dni. Tylko najpierw zdamy wszystkie egzaminy. W kazdym razie odebralismy klucze i wczoraj byliśmy na wizytacji. Nowa chata miazdzy tak samo jak Sudecka. Jest opor miejsca i pare naprawde dobrych zakarków. Ja z Hilde będę mieszkal na pietrze w takiej troche klaustrofobicznej jamie ale w sprawie wybierania pokoju mam wrażenie ze ja, tak samo jak i Piwko nie mam za wiele do powiedzenia i chyba tez nie za bardzo mam ochote mieć cos do powiedzenia. W kazdym razie po weekendzie rozpoczyna się nowy rozdzial. Hilde jako pedantka numer 1 naszej zalogi już się nie może doczekac az tam wejdzie i wyszoruje cala chate po swojemu, żeby przypadkiem nie zostala żadna bakteria po poprzednich uzytkownikach, a Kodziro tez ma jakies schizy na punkcie higieny i zarazków wiec chyba tez bez oporów jej w tym pomoze. Nawet ostatnio mieli taka rozmowe przez telefon. Brzmiało to mniej wiecej tak:
(Hilde): Michaał ale już się nie mogę doczekac az wjade na Januszowicką i wyDomestosuje każdy kąt tego mieszkania. Pomożesz mi?
(Kodziro): Dziewczyno, nie wiem czy wiesz ale ja na drugie imie mam Domestos!
Dziwne to troche jak dla mnie. Taka nadmierna ekscytacja Domestosowaniem chaty, no ale któż powiedział że jesteśmy w pełni zrównoważonymi ludźmi.
Podczas wczorajszej kolacji wyszło też pare dobrych historyjek i poczyniłem pewną obserwację. Otóż z racji tego że teraz mieszkam w Radwanicach – najgorszej wsi na ziemi, gdzie pogoda jest zawsze niekorzystna, a ludzie częściej mówią Kurwa, mam niesamowitą okazję żeby posiedziec z moimi rodzicami przez pare dobrych dni, co ostatnio nie działo się dość często. Wychodzą z tego często śmieszne rzeczy, np. rzecz o której zapomniałem totalnie – kult klapek w polskiej kulturze.
Po pierwsze – co za debil wymyślił klapki? Albo nie, klapki są spoko. Ale wiecie gdzie – na basenie! Zadam wiec inne pytanie. Kto wprowadził te jebane klapki do polskich domów i dał rade przekonać wszystkich ojców tego kraju do tego, że klapki są spoko? Może lepiej zebym nie wiedział bo zabije gołymi rękoma. Skad to się u nas wzieło?? Każdego ranka i wieczora dialog z moim ojcem wygląda mniej wiecej tak:
- Co tak chodzisz na bosaka, załóż klapki.
- Po co?
- Bo jest zimno, zaziebisz się.
W tym momencie musze wstawić pierwszy komentarz. Jakim cudem mój stary, który naprawde jest rozgarnietą osobą mógł wymyśleć, że w środku czerwca, chodząc po dywanie zaziębie się od chodzenia na bosaka???? Aaaa jeszcze zapomniałem przypomnieć, że dla mojego starego w ogóle nie ma znaczenia czy chodzę na bosaka czy w skarpetkach. On po prostu widzi, że nie mam klapek i to go bardzo dręczy. Dalej dialog idzie tak:
- Jest czerwiec. W czerwcu jest gorąco i chyba jakoś sobie poradzę.
- No załóż klapki...
- Nie, bo są wieśniackie.
- Masz, dam ci moje...
W tym momencie dialogu mój stary zdejmuje swoje własne klapki, na które ciężko sobie zapracował i daruje mi je pod moje stopy opiekuńczym gestem!!!! Jak cudowna jest ta potęga ojcostwa, gdy doświadczasz takiej chwili. Twój własny ojciec, ryzykując zdrowiem daruje ci Jego klapki, w których śmigał przez całe popołudnie! Nie do wiary. Jedno tylko mogę stwierdzić. Only in Poland! A teraz co najlepsze. Podobnego rodzaju sytuacja dzieje się mniej więcej w co drugim domu!!!!
Czy nasi starzy chodzili po glinie i torfie w swoich domach. Czy oni wychowywali się na moczarach??? Jakim cudem te prawdy ludowe przeniknęły ich mózgi tak bardzo że uznali noszenie klapek za obowiązkową czynność domową. Jak ktoś potrafi dać mi jakąś odpowiedz na to, to bardzo proszę. Ja rozumiem, że co kraj to obyczaj. Czasem chyba jednak boli mnie to, że my – Polacy przysposobiliśmy sobie te najbardziej obciachowe obyczaje...
Ide na mecz. Gra Słowacja z Holandią. Go Slovakia! A sędzia HUJ.
tego bloga wyeksportowalem z gunther-und-hilde.blogspot.com i jest dość skrupulatnym opisem 4 dobrych lat mojego zycia, z reszta nie tylko mojego bo współbohaterem jest jeszcze jedna pani. to blog o dobrym związku, którego już nie ma, zajebistych znajomych, wrocławiu, podróżach, zajawach, muzyce i wielu pierdołach, które nawiedzały umysł dwójki młodych, zajebistych ludzi. miałem go już nie udostępniać ale kupe w nim dobrych wspomnień i dużego sentymentu. chyba nie warto się od tego odcinać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz