pojechalismy do krakowa, z ktorym laczy nas mily sentyment i troche miejsc, w ktorych mielismy zwyczaj przebywac. z tego co pamietam, to od wyprowadzki prawie 3 lata temu nie mielismy okazji za bardzo aby jezdzic tam czesto - totez bardzo cieszylismy sie z wycieczki. pojechlismy na unsound - pierwszy festiwal tego roku, na ktory dane mi bylo zorganizowac pieniadze.
wyjechalismy wczesnie rano, zeby jeszcze sie troche pobujac i odwiedzic starych znajomych. najpierw do hajzrala. najlepszego reprezentanta kieleczczyzny w tym kraju. hajzral to ma zycie dopiero. tak jak ja jest korporacyjna dziwką. radzi sobie. jego dziewczyna tez jest z korpo, wiec życiowy sukces murowany. mielismy szczescie bo odwiedzilismy go w jego super nowym, lśniącym mieszkaniu. podlogi drewniane, spoko balkon, eleganckie sprzęty kuchenne. bylem pod wrazeniem.
nastepnym krakowskim przystankiem byl dom agaty i wlodara. a wlasciwie to jeszcze jednej osoby. bo jak mówiłem o tym, że nawet najbardziej popaprani się w życiu ogarniają, to zdanie oprócz mnie i hajzrala równie dobrze pasuje do włodara i agaty. a włodarczyki sie powiekszyly i mają udaną i zdrową córę jagodę vel kluska vel klops. wlodarczyki dalej są super śmieszni, mają nowe ładne mieszkanie, które włodar ubarwia na ścianach różnymi funkowymi tapetami i plakatami. zjedli my obiad, wypili ze 2 kawy i pogadali o tym, jak to nasza super gruba koleżanka z przed lat jest teraz naprawde dobra laską.
wlodar dalej jest drukarzem z dużymi ambicjami, a dla agaty szacunek bo sie obroniła na pare dni przed porodem. a kluska - jak to 3-miesieczne dziecko - chyba cały plan na dzien to sie najesc, troche pokomarowac, przypaprac troche smiesznych min i polizac najwiecej przedmiotów ile jest w zasiegu reki. bylo fajnie u nich. znowuż wniosek, że czasy sie zmieniają.
Jak już pojechalismy od Włodarczyków, było już ciemno i generalnie nadchodził czas, żeby troche sie przygotowac przed Unsoundem. Okazało się, że w tej samej okolicy mieszka Maciek. Zabralismy go z przed chaty i pojechalismy do centrum na maly spacer i jakieś drinki. Przeszlismy sie po dawniej lubiancyh ulicach i zadekowalismy sie w "miejscu", knajpie na brudnym kazimierzu, zeby poogladac krakowskich cwaniaków, hipsterów i wypić wiśniówkę na lodzie z cytryną.
O 21 dojechala reszta ekipy. Był piwek, anka i kodziro - czyli januszowy skład w pełnej okazałości. zjedlismy razem duzy obiad w jakiejs dziwnej czesko-argentynskiej knajpie, pozniej szybki transport do macka na chate. tam wódka na ekspresie i w koncu dojechaliśmy do fabryki, naszego miejsca docelowego. tam zastały nas 2 kozackie wnętrza i dwe sceny, dużo przestrzeni i dobra frekwencja. ludzie ze stanów, niemiec, słowacji, szwecji. wszyscy odjebani w spoko ciuszki... jeszcze nie byłem na takim festiwalu. po szybkim rekonesansie od razu wiedzielismy, że zostaniemy na jednej scenie, tam gdzie james blake, mount kimbie (przy który nota bene prawie dostałem zawału, zemdlałem i sie wyrzygałem w jednym momencie) i dorian concept.
Dlugo by sie rozpisywac kto jak grał, w każdym razie najwieksze zaskoczenie pryszło od typa, którego w ogóle nie znaliśmy... była 4:30 rano. wszyscy już dośc zmeczeni. nagle wchodzi dorian concept - jakiś kurna austriak. daje mu 10 min, żeby mnie przekonac zebym jeszcze został i sie dalej bawił. po 3min już wiem dobrze, że będzie to najlepszy występ wieczoru. dorian grał se na takim piskliwym keyboardzie i był niesamowity. do tego jakieś głupie wizualki z davidem hasselhoffem i pornolami z przed 40 lat. było dobrze, głośno i piskliwie. yeah!nastepny dzien zaczął się o chyba o 13. był krótki spacer i polski obiad w "kuchni u doroty". powrót był mocno męczący ale z dużym uśmiechem na twarzy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz