Oczywiście w tym momencie wcale nie powinnam nic tutaj pisać ani tym bardziej przyznawać się do tego, że nie siedzę non stop nad ksiązką, ale niech już będzie.... czasem trzeba zrobić sobie przerwę, tym bardziej, że dziś do 20:00 siedziałam grzecznie w mojej ukochanej bibliotece na Szajnochy czytając fascynujący, psychologiczny szit o mózgu, emocjach, neuronach, ciałach migdałowatych i takich tam więc chyba zasłużyłam sobie na chwilę wytchnienia. Chociaż w sumie to biorąc pod uwagę moje niecne plany na weekend powinnam siedzieć 24h na dobę i dziobać. Ale o planach napisze jak już je wcielę w życie, są trochę szalone, a co! Tak po prawdzie to nie mam o czym pisać bo moje życie ogranicza się jedynie do wspomnianej wcześniej biblioteki. Teraz mam u boku moją towarzyszkę niedoli Julkę i dzięki niej jest szansa, że nie stanę się odludkiem całkowitym, w kupie raźniej zawsze! No dobra... nie chciałam żeby było tak łyso jak wrzucę następny kawałek. Pragnęłam aby okienko z youtube okalał jednak jakiś tekst. No to mam! Myślę, że tyle styka, już wygląda ładniej :)
Kraak and Smaak w kupie z wakacyjnym Ben Westbeechem, lubię Bena i lubię wakacje i lubię takie fajoskie hity.....
Tymczasem wracam do mych mądrych ksiąg.... yeah!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz