niedziela, 17 maja 2009

buttscratcha! phillip in poland cz. 2


w sobote rano, mimo lekkiego zatrucia alkoholowego jakos udalo nam sie wskoczyc na poranny pociag z krakowa do wrocławia. tam juz czekała na nas mloda, ktora zabrala nas na upragnioną kawę do "klitki" na grunwaldzie u julki-burżuja. klita julki wyglada troszkę gorzej od bazyliki sw piotra ale dla studenciaka jest w sam raz. jak dla mnie troche za mało kryształu i drewno afrykańskie miało taki dziwny odcien... pozniej pojawilismy sie u adama, bo nie tylko ja mialem gosci. tam odwiedzala go druzyna bialorusinow, co to glowe maja nie małą do biznesów wszelkiej masci. byli bardzo spoko, wodke pili tez bardzo spoko, totez kiedy wieczorem jechalismy do miasta na bibe to lekko bylismy pozamiatani. poszlismy do absyntu bo byl qube i znajomi. pobujalismy sie chwile do baltimore'ow a pozniej rozdzielilismy sie. mloda poszla z piwkiem na boxcuttera (podobno wyszedl rewelacyjnie) a ja poszedlem z filipem na spacer po miescie i rozbijalismy sie nawaleni o elewacje (tez calkiem rewelacyjnie). tej nocy nie zostalismy zbyt dlugo w miescie bo nastepnego poranka czekala nas juz inna niespodzianka, a mianowicie komunia mojej siostry.



ten komunijny poranek zastal mnie z najwiekszym kacem z naszej trojki. nie wiem czemu akurat ja, ale tak sie stalo, ze to ja bylem najgorszy przez caly ten dzien. pojechalismy na msze i gdyby nie to ze stalem na zewnatrz i moglem oddychac swiezym powietrzem to chyba bym sie przewrocil. pozniej pojechalismy na obiad do domu i tez nie wykazywalem sie zbytnia energia do robienia czegokolwiek, a gra w boulle byla maksymalnym wysilkiem dla mnie tegoz pieknego dnia. no ale coz, kazdy ma chwile slabosci. do wieczora odbudowalem troche sil i udalo nam sie pojechac do miasta na szpaciren nejszen. tam spotkalismy szczepana i agate wraz z magnusem - najlepszym norwegiem jakiego znam. magnus przyjechal w odwiedziny na pare dni wiec gdy mnie zobaczyl, na dzien dobry dostalem kielona wiśniowki. tamten dzien mimo wszystko zakonczyl sie bezpiecznie i dosc wczesną porą, w dość dobrym stanie wrocilismy do domu.

nastepnego dnia zegnalem sie z filipem, bo musial juz odjezdzac ale zanim wrzuciłem go do pociągu, pojechalismy jeszcze szybko do hali ludowej bo tam jest zajebista wystawa o historii zjednoczonej europy, na którą jak dla mnie pójść należy obowiązkowo. pozniej tylko szybkie odwiedziny u szczepana, a tam magnus skubany juz czekal z wiśniówką. przyjeliśmy wiec szybkie 0.5 i delikatnie przetrąceni udaliśmy się na dworzec. goscilem juz w swoim zyciu duzo ludzi, ale te gosciny byly chyba najlepsze jak dotąd. filip jest moim czarnym bratem i przyjmowanie takich ludzi zawsze bedzie zajebiste.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz