piątek, 22 maja 2009

kokos ty flecie

ja pierdziele, caly czas jestem w plecy z postami. filip wyjechal juz dawno temu. od tego czasu troche sie zmienilo. albo moze nie tak bardzo sie zmienilo bo po jego wyjezdzie i tak ciagle bylismy na bibach. mloda miala sie uczyc. ja tez mialem sie douczac. wyszlo na to ze douczalismy sie na kacu, bo wieczorami ciagle cos sie dzialo. jakies juwenalia wtedy wypadly. wprawdzie nie jaram sie juwenaliami za bardzo od kiedy jakis kurwa geniusz wymyslil zeby 3 rok z rzedu glownymi gwiazdami muzycznymi, odwiedzajacymi wroclaw stala sie shazza i inne boraty. mimo wszystko jest to zawsze powod do biby. pogoda byla najlepsza na swiecie, a u szczepana i agaty byl magnus wiec cos tam sie pobawilismy i bylo bardzo milo.

teraz za to siedzimy u wspomnianych juz don szczepa i agathy i pilnujemy im kota w czasie ich wyjazdu za miasto. kot jest najwiekszym kaszaniarzem na swiecie. ma jakies dziwne, nie-kocie ksztalty ciala, nie lubi dotyku ludzkiego i do tego wczoraj zrobil kupe, a potem ja przyniosl na pazurze do salonu i wytarl o parkiet.... nie do wiary. ale tak czy innaczej jaramy sie mieszkaniem w centrum. chodzimy na dach renomy poogladac widoki. pogoda caly czas daje rade ale nastal okres ciezkiego zapierdzielania. narazie widac to bardziej po hilde, bo ona od weekendu co dzien siedzi w bibliotece. ale ja tez co nieco robie. efekty juz nawet widac. pozniej pokaze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz