piątek, 15 maja 2009

i wear nike the hustler's shoes - that's what i'm accustommed to


tak wiem ze teraz moja kolej pisania posta. wiem rowniez ze w chuj sie dzialo ostatnimi czasy, a ja zamiast to rejestrowac na biezaco tego nie robie. teraz jest poranek, mam lekko przemielony leb, pogoda jest piekna, wlasnie wypilem kawe pod renomą, która uwielbiam najbardziej. po kolei:

1 - przyjechal filip - moj czarny brat ze szwecji. filip jest najbardziej bezproblemowym gosciem jakiego mozna goscic, co cenie w tym roku jeszcze bardziej po tym jak moja goscina 2 belgijskich znajomych okazala sie troche trudna do zniesienia i tak slaba ze nawet chyba nie napomknalem o tym na blogu. niewazne, z filipem spotkalem sie w krakowie. dojechalem tam stopem z racji tego ze pierdole oficjanie polskie pociagi. o pociagach napisze kiedys oddzielnego posta. nie bylem jednak zbyt szczesliwym stopowiczem bo jak stanalem na autostradzie o 13 to w domu u karoliny, kolezanki filipa bylem o 19. well done mateusz! niewazne. tamtej nocy zaczelismy maraton alkoholowy. cos duzo tych maratonow w tym roku juz bylo... poszlismy do knajpy na mecz barcy a pozniej swietowalismy z filipem i moim ziomem hajzralem zwyciestwo hiszpanow nad tymi pacanami z czelsi. nastepnego dnia predka pobudka, szybki mejkap i do miasta na dluugi spacer. byly lody ze starowislnej i kebab x 2 na grodzkiej u mojego ulubionego turasa, byla tez koszykówka w wersji niepelnosprawnej na miasteczku agh. wieczorem zas poszlismy do jakiegos famfaramfam klubu z kolegami i kolezankami zagranicznymi karoliny, co to stacjonuja w krakowie. wybitnej klasy mongoly, bylo nudno do oporu. jedyne fajne to to ze kupilismy na spole mojito o wielkości wiadra i saczylismy we trojke przez 2 godziny, bez kitu.

3 dnia bylo najlepiej bo byly juwenalia pelna para i szaleni studenci najebani po calym miescie robiacy glupie rzeczy. my z filipem i karolina dolaczylismy do ekipy hajzrala, a pozniej do paru innych swiezo poznanych wariatów i jak zaczelismy bibe o 13, to skonczylismy o 5am. bylismy na grilowaniu na miasteczku agh i z przykroscia stwierdzam ze to nasze wittigowo to niech sie pod kape schowa bo tam dzialo sie duzo wiecej i zjedzono na pewno wiecej kielbasy. filip byl jedynym czarnym w okolicy, czym byl mocno zdziwiony ale generalnie musial sie odpedzac od lasek, wiec byl szczesliwy - taki to przywilej murzyna w polsce! najwazniejsze jednak mialo dopiero nadejsc, bo o 2am zawinelismy do carycy, klubu w centrum w ktorym grywaja gangsteppaz. klub ma najlepsze naglosnienie jakie slyszalem w polskich klubach, a tej nocy zaprosili axmusique - kolesi z lodzi - grali brudne elektro, a do tego spiewali. jak dla mnie biba roku! po klubie zawinelismy na chate a o poranku prosto do wro. na tym skoncze tego posta bo zrobil sie niebezpiecznie dlugi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz