
Życie płynie leniwie na niedzielnym kacu. Na polu (jakby to powiedział prawdziwy krakus) 35 stopni. W domu 27. Od około południa co 3 minuty pada paytanie: ej no to co robimy? do tej pory nikt nie zdobył się na odpowiedź. Pomysłów bez liku tylko na nic nie możemy się zdecydować. Jak panienka. Pod rozwagę wzięliśmy aqua park, basen odkryty na wejcherowskiej, Radwanice i parę innych. Nawet leżenie na trawniku nie wyszło bo Berek zainfekował koc wszami, poza tym temperatura nie pozwala.
Dostałam opierdziel again, że blog zaniedbany. To Gutka wina, od razu sprostuję. Jak zwykle ja muszę brać sprawy w delikatne ręce.
Last week: ślub Włodara i Agaty. Weekend w Karakau. Hajzral ugościł mnie w piątek w swoim amerykańskim mieszkaniu usytuowanym w sąsiedztwie smoka wawelskiego. Piękne mieszkanie, były kafelki co wyglądały jak tapeta. Spacer po Krakowie wieczorem też zaliczyłam. Ekstra jest Kraków. Uwielbiam, tęsknię i mam ogromny sentyment. Następny dzień przyniósł deszczu strugi. Oraz wspomniany ślub. W kościele pojawiłam się samiuteńka, bo cała ekipa wrocławska poza mną nieco nawalił. Gutek spacerował a Adam przyjechał z Misiem w momencie gdy świeżo upieczona, niczym bagietka z Carefoura ,młoda para wychodziła z kościoła. No, lepiej późno niż wcale. Na wesele musielismy jednak trochę poczekać, gdyż zaczynało się dopiero wieczorem. Poszliśmy zatem w ślady Gutka, postanowiliśmy pospacerować i coś zjeść na Kaźmirzu. Adam pobił wszelkie rekordy obżarstwa. Zapieka, burger, czekolada i bounty na raz. Szacunek.
Dzięki ślubowi miałam okazję nieco bliżej poznać Demony. Demony czyli Szachiści Demon i Gosia są na pełnym wypasie. Ze świecą szukać takich fajnych i mądrych ludzi.
Wesele zupełnie inne niż wszystkie inne. Najbliżsi znajomi młodych. Pełna kultura. Na świeżym powietrzu. Miło było zobaczyć W i A, tym bardziej, że dawno W i A nie widzieliśmy. A w galowych strojach ciężko było poznać szczególnie Włodara. Wcześniej nikt z nas nie miał okazji. Na nowej drodze życzymy szczęścia i fantazji małżonkom. Niech im się dobrze żyje i dobrze kawę pije!!!
Jak Adam mi zgra to wrzucę foty. Musi tylko z Helu wrócić, bo Adam pojechał na Hel za miłością.
Poprzedni tydzień obfitował też w wydarzenia kulturalne związane z Nowymi Horyzontami. Dla mnie, troszkę z przypadku a trochę nie, wyszło bardzo szwedzko. Muszę przyznać, że bardzo mnie się podobało szwedzkie kino. Muzycznie też się spisaliśmy. Dopadliśmy Slagsmålsklubben w arsenale. Banda szwdzkich niedorozwojów. Brain damaged horses trochę. Ale było zajebiście fajnie. Tylko chyba krótko. Potem Familjen. Tak sobie, raczej nawet słabo. 40 min nudnego koncertu. Hałasowi się podobało. Nam nie. Pierwszy raz złożyło się tak, że siedziałam we Wro w czasie ENH i bardzo żałuję, że nie wykupiłam wcześniej karnetów na całość festiwalu. W przyszłym roku nie popełnię tego błędu. Kocham kino :) i koncerty.
Ten weekend leniwy, głowy bolą od wina. Idę zmobilizować rodzinkę do jakiejś aktywności. Przekupię Annę, żeby poszła ze mną na lody dla ochłody i wzięła Piwka. Bucz co się u nas zasiedział przyjemnie od wczoraj też może ruszy dupala. Trzeba spalić kalorie z wczorajszego grilla z szefikiem i lekarzem stomatologiem.
A tym czasem trochę zdjęć z ostatniego spotkania towarzystwa wykwintnego na Sudeckiej, o którym pisałam last time. Taraaa.....



no kierwa
OdpowiedzUsuńpozno, ale za to konkretnie!