sobota, 5 lipca 2008

fi farn

ha! to ja! tak tak, nie kto inny. troche mnie nie bylo ale jak sie dorwalem do kompa w norweskim getcie to juz go chyba nie oddam. no dobra to cos napisze o tej norwegii bo to sie okazuje juz ze miesiac mnie nie ma. no to wam powiem ze kurde trauma wieksza niz w moldawii. niebo jest ciemne od chmur, ludzie chodza ze spuszczonymi twarzami, wychodzac z dworca glownego wpadasz w szpony twardej narkomanii i prostytucji, ktorej ciezko jest sie oprzec. w tle slychac szlochanie placzacych dzieci. brud na ulicy unosi sie az do niebosklonu. tak tak, wcale nie ma kolorowo. norweg, jak sie go pyta co u niego slychac najczesciej odpowie : fi farn, co oznacza w najprostszym tlumaczeniu 'kurwa mac' - a coz innego ma odpowiedziec norweg, ktory zyje na skraju ubostwa i wcina parowki napchane strychnina, z zarzadzenia krolowej aby jeszcze bardziej zniewolic spoleczenstwo. natura umiera, plona getta, rodziny wielodzietne walcza o przetrwanie. no naprawde nie polecam. ja z jedrasem jednak odnalezlismy sie w tej calej zadymie i nie najgorzej sobie radzimy.

no dobra koniec tego oszukanstwa

kurna jak tu jest wypasnie - lepiej niz w skierniewicach!!!!!!!!!!!


wszystko tu jest ladne i nowe, wszyscy ale to wszyscy maja oporowe ilosci hajsu i za ich norweskie korony kupuja sobie gadzety. norwegia - kraj gadzetow. na ulicy dzieciaki jezdza mega furami, na przyczepakach maja ladne felgi, nastolatki odpalaja sobie motorowki i plywaja sobie po fiordach z ziomkami. kupe amerykanskich fur i generalnie ameryka w najlepszym wydaniu. dilerzy chodza po ulicach i donosnym glosem oznajmiaja spoleczenstwu ze maja hasz do sprzedania po atrakcyjnych cenach. kurna raj!

co my tam robimy? malujemy chaty jak nam sie chce. najczesciej zaczynamy o 12 bo jedras nie potrafi sie wczesniej zebrac. opierdzielamy sie do 15 a potem po troche cos pomalujemy. w koncu zarabiamy za godziny co nie! jak sie skonczy dzien to lecimy pograc we frisbee albo do oslo bo maja tam kupe fajnych miejscowek. w nocy caly czas jasno wiec mozna chodzic i ogladac do woli. wcinamy parowki i paste rybna (co za syf). jak nadchodzi moment malej euforii z powodu np. ukonczenia malowania idziemy po puszke tuborga za jedyne 10zl za sztuke. kimamy w namiocie jak porzadni cyganie, myjemy sie co druga dobe, generalnie wypas. nie wspomne jak czesto myje zeby bo siara z deka. pogoda jest z dupy bo albo deszcz albo slonce i nigdy nie da sie przewidziec kiedy co nastepuje bo tu chmury jakos innaczej operuja. spotkalismy pare dziwnych osob ale o nich kiedy indziej bo nie mam tak duzo czasu. pstrykamy dobre foty ale one tez pozniej bo nie mam jak zgrac. licze na to ze za miesiac wroce do polski z oporowa iloscia ciapy i wtedy to pobaluje i wtedy bedzie dobrze. lece nara

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz