czwartek, 24 lipca 2008

Hilde jedzie zdobywać Skandynawie



Haha! Hilde właśnie kupiła bilet samolotowy do Oslo! Piękna data 13.08, na szczęście nie piątek, bo choć przesądna nie jestem to w samolocie różne głupoty przychodzą do głowy, a jestem z tych co się w samolocie upijają sami z nerwów. Nie ważne, że samolot jest jakieś milion razy bezpieczniejszy od golfa.... jest za to jest za wysoko i zawsze może wybuchnąć, a wtedy raczej sobie nie wysiądziesz. No..... więc nie dość, że będę musiała się sama nawalić, bo sama lecę, gdyż mój łysy chłopak jest od dawien dawna w Norwegii jak powszechnie wiadomo, to jeszcze będę musiała się nawalić przed południem, gdyż jakiś brzydki pan co planuje loty zaplanował mój akurat na 6.00 rano. Taka miła godzina.

Gutek siedzi w Norwegii i zarabia pieniążki, a ja się letko opierdzielam. Podział obowiązków. Właśnie kilka dni temu wróciłam z Turcji, gdzie robienie nic było główną atrakcją. Ale! Po sesji mi się należało. Teraz za to też się nie przemęczam, od przyszłego tygodnia coś tam popracuje, bo muszę sobie śpiwór i trampki kupić przed wyjazdem. Stwierdziłam, że w Skandynawii jest na pewno za zimno na japonki, a w lakierkach na fiordy nie wyskoczę bo głupio.

Jeśli chodzi o Turcję, ojczyznę hałwy i natrętnych sprzedawców to było fajnie. Oczywiście jak ja gdzieś się wybieram to zawsze musi być coś nie tak. Jak ja nie poczynię głupich wybryków to natura zrobi to za mnie. Tak wyszło właśnie tym razem. Na wspaniałe powitanie Turcja uraczyła nas trzęsieniem ziemi. Mega głupie uczucie, wszystko się ruszało i trzęsło. Na szczęście miało to miejsce jakoś nad ranem, dlatego przeżyłam to lekko nieświadomie i się chyba nie zdążyłam porządnie zestresować.

Tak, Turcja to trzęsienia ziemi, hałwa, wspaniałe jedzenie i gorący klimat i upierdliwi faceci.

Było spoko.

Może nie powinnam nic pisać zanim nie poczynię odpowiednich kroków w tym kierunku, ale.... niech będzie, może jak napisze i publicznie obwieszczę to się bardziej zmotywuję... Postanowiłam, że człowiek nie może się tak wiecznie obijać, dlatego skoro już siedzę we Wro na dupie to ruszę głową i napiszę moją zaległą pracę licencjacką. Muszę zaprzestać swój bunt. Stwierdziłam, że presja społeczna, którą wywiera na mnie otoczenie, zarówno bliskie jak i dalekie jest wkurzająca i nie ustanie na pewno więc w celu jej zlikwidowania chyba muszę niestety złożyć broń. Poddać się! O nieeee! Nie podoba mi się to w ogóle. Ale to chyba jedyne wyjście, bo inaczej żyć mi nie dadzą. Chyba, że podłoże jakąś bombę pod instytut dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Stwierdzam, że z pewnością przysłużyłabym się społeczeństwu, likwidując ten wielki, śmierdzący pseudointelektualny wrzód.

No właśnie. Tak mi się to nie podoba,że od samego myślenia o pisaniu straciłam wenę twórczą. Koniec. Dupa. . Poza brakiem weny będę musiała zmagać się ze swoim buntem, muszę zatem oszczędzać siły na to gówno.

A jeszcze napiszę tylko, że idę jutro na Polpaśca do Kamfory i bardzo mnie to cieszy. Ha.... a niektórzy siedzą na norweskiej drabinie i też by chcieli pójść, ale Norwegia to zadupie, na którym Półpasiec nie gra.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz