Prawda jednak taka jest, że jakoś nie za wiele się dzieje. Szkoła – praca – praca- szkoła. W międzyczasie jakiś teatr wpadł, jakaś impreza tudzież kino. O. Zabrzmiało troszkę jak pegaz kulturalny, więc chyba nie jest z nami tak źle. Skoro tak, to myśl rozwinę.
Teatr Współczesny, sztuka: Produkt. Całkiem spoko, poza tym, że Gunther sierota prawie życie stracił, bo poszedł do teatru z gorączką 39 stopni więc zamiast się skupiać na sztuce to ja się stresowałam czy mi przypadkiem zaraz nie zejdzie a on na tym, żeby mi przypadkiem zaraz nie zejść. Udało się bez śmierci. To, co nastąpiło potem uważam za swój wielki sukces, gdyż czosnkiem i rosołem wybawiłam kunę z ramion anginy ropnej (okropnej) w jeden dzień. Specjalnie po to, aby umożliwić mu udział w kolejnym wydarzeniu kulturalnym.
Hungry Hungry models w Mekce. Wcześniej wino w aucie. Bardzo fajna impreza. Świętowaliśmy urodziny Piwosza, które są dopiero w maju, ale Adam się uparł więc niech mu będzie. Slam dunki dały radę, na małej sali eksperymenty squeeeeeeekowe, było spoko. Gwiazdy wieczoru popisały się natomiast jedynie połowicznie. Najpierw było super, a potem się letko zesrało więc poszliśmy do domu. Dobrze jest się czasem napić.
Wczoraj natomiast nawiedził nas Mentalkotek. Impreza w Salvadorze, jednym z mniejszych klubów we Wrocławiu. Ludzi było tak dużo, że brakowało tlenu. Nie brakowało za to dobrej zabawy. Hilde dawno się tak nie wykicała. Cała mokra. Z resztą nie tylko Hilde, bo wszystkim płynął pot po tyłku. Były natomiast 2 niemiłe akcenty tego wieczoru o których nie omieszkam wspomnieć, nic nie może być idealne. Po pierwsze mój chłopak będąc w ubiegłym tygodniu w Wadowicach na pielgrzymce (bo on kocha papieża i chciał pokontemplować sobie, pokolenie JP2) obiecał mi, że nabędzie papieską kremówkę. Nie dostałam jej. Nic nie warte są jego obietnice. Ostrzegam. Nabył za to zasraną harmonijkę, której nie zapomniał wczoraj zabrać ze sobą. Miał w planie przygrywać na niej Mentalcutowi, czego nie zrobił, zagrał natomiast mi na nerwach, gdyż nic nie wyprowadza mnie tak z równowagi jak dźwięk obsranej, fałszującej harmonijki(bo oczywiście grać on nie umi). Grrrrrrr.....
Drugi niemiły akcent: nikt nie wie dlaczego wróciliśmy do domu tak wcześnie. Zdążyliśmy się o to pokłócić już w taksówce. Gutek mówi, że to moja wina, ja jednak twierdzę, że nie ma racji, bo to on chciał iść, nie ja. Do teraz nie doszliśmy do consesusu.
Kino jeszcze. Zapomniałabym była o 2 pozycjach filmowych. Slumdog. Jednym się podoba innym nie. Mi nie – jemu tak. Znowu consensusu brak.
Ciekawy przypadek Benjamina Buttona. Jedni umierają ze śmiechu na widok pigmeja inni nie koniecznie. Anna umiera – my niekoniecznie. Ale film odjazdowy. Polecamy. Mimo, że trwa 3 godziny to się człowiek w ogóle nie nudzi. No i Kate Blanchet. Uwielbiam.
Wczoraj był 21 marca. Kalendarzowy koniec zimy. Mam nadzieje że okres zarzyganego przedwiośnia szybko się skończy bo mam już dosyć deszczu, deszczośniegu, zimnego wiatru i błota. Pragnę przynajmniej 15 stopni ciepła i dużo słońca. Me blade lico przybiera bowiem kolor trupa.
0 z 9 mi sie pomylilo, indyku ty jeden!
OdpowiedzUsuńFajne cycki.
OdpowiedzUsuńFajne naklejki.
Też mamy takie foty w swojej galerii.